czwartek, 27 lutego 2014

Szajsbox!

 Pieszczotliwie Szajsbox! to nic innego jak czat ! 
Stworzony specjalnie dla członków watahy, by ulepszyć i poprawić komfort porozumiewania się. 
(Tak, tak pomijając pytania; ikonka na lewym pasku w kształcie dymku jest skrótem do czatu.)

Więc zapraszamy do zakładania kont i czatowania! =D

wtorek, 25 lutego 2014

Spotkanie Asi

    Spacerowałem po "swoim" lesie. Najprawdopodobniej był środek dnia, ale tu panował miły mrok. Nagle poczułem wyraźny zapach krwi. Było to tu raczej dziwne, bo żaden wilk nie zapuszcza się w te terenu, a zwierzyna to tu jest rzadkością. Dlatego poluję po za tą częścią lasu nocą. Pchany ciekawością ruszyłem w kierunku dość wyrazistego zapachu krwi. Po około pół godziny spokojnego marszu doszedłem do resztek ciała jakiegoś jelenia. Postanowiłem się rozglądnąć czyja to sprawka. O ile sprawca pozostał na miejscu zbrodni. Zaśmiałem się z własnego suchara. Niedaleko od miejsca zdarzenia znalazłem niebiesko-białą wilczycę z 3 ogonami, która spała wyłożona na leśnej ściółce. Czy to może być ona ?! Nie to nie może być Asi... Ale wszędzie bym ją poznał ! No bo ile razy w życiu widzieliście równie pięknego, niebieskiego wilka z trzema ogonami ? Zaraz.. Zaraz... Czy ja to powiedziałem ?! Ufff... Tylko pomyślałem. Miejmy nadzieję, że ona nie czyta w myślach... Z moich rozmyślań odciągnęło mnie ciche odchrząknięcie. Popatrzyłem prosto w jej fiołkowe oczy. To musiała być ona !
-Yyyy...- straciłem język w gębie. Niewiedziałem co powiedzieć. Na szczęście ona się odezwała.
-Na co się tak lampisz -zapytała nieco kpiąco. Chyba mnie nie poznała, albo nie chciała poznać.
-No dalej ! Czekam na odpowiedź -warknęła zniecierpliwiona.
-Aasi- zdołałem wyjąkać, popatrzyła na mnie zdziwiona.
-Skąd wiesz jak się nazywam- zapytała- Tak mówił do mnie tylko Felix, ale to...- zamilkła widząc moje spojrzenie, która zdradzało, że ma rację- Ffelix ?
-Któżby inny ?- wymusiłem lekki śmiech- Co cię sprowadza w mroczną część lasu ?
-Pokłóciła się z Hage'm i musiałam ochłonąć- powiedziała po czym dodała- Ale po cholerę ja ci to mówię ? Jak mogłeś to zrobić ?! Jak mogłeś nas zaatakować ?!- zapytała, a jej oczy zaszkliły się. Pamiętałem, że jako dziecko rzadko płakała więc się zmartwiłem.
-Jja musiałem- wydukałem- Kastiel mnie zmusił. Aale on już od paru lat nie żyje.
-Wiem- burknęła- Sama go zabiłam
-Cco ?!!!- zdziwiłem się- Ale ty miałaś wtedy zaledwie 2 lata, a on miał 4 !!! Jakim cudem ?
-Powiedzmy, że jestem dość potężna- uśmiechnęła się krzywo.
-Nad czym panujesz ?-zapytałem.
-Mógłbyś się zorientować- oznajmiła jakby to było oczywiste, widocznie dla niej było- Panuję nad zimą, tak jak Asien. A ponieważ obecnie jest ta pora roku z łatwością mogę cię zaatakować.
-Ale tego nie zrobisz prawda - spojrzałem jej głęboko w oczy- Jja naprawdę nie chciałem tam dołączać.
-Powiedzmy, że ci wierzę- powiedziała spokojnie- A teraz puść mnie, muszę już wracać- przeszła obok mnie i powoli ruszyła przed siebie. Najwyraźniej się nie spieszyła. Hmm... Z kim to ona się pokłóciła ? Chyba z jakimś Hage'm. Ciekawe kto to jest i czy to to niego wraca... Może ją zapytam ?
-Asi !- zawołałem za nią, a ona przystanęła i odwróciła się do mnie.
-O co chodzi ?- zapytała ze stoickim spokojem, a ja dopiero teraz zauważyłem rozpacz i strach w jej oczach. Czy ona bała się mnie ?
-Czy ty się mnie boisz ?- zapytałem, choć nie o to chciałem pytać. Ona tylko spuściła wzrok.
-Dlaczego ?- podszedłem do niej.
-Zabiłeś całą naszą watahę więc jak mam się ciebie nie bać ?- zapytała lekko łamiącym się głosem.
-Ale to ja cię uratowałem.
-Uratowałeś ?!- spojrzała na mnie. Na futrze widać było ślady łez, a oczy były pełne furii i złości- To szaman mnie znalazł w tym cholernym lesie i wyleczył ! No chyba, że to ty Fel jakimś cudem byłeś tym szamanem !- wykrzyknęła
-To ja przeniosłem cię do lasu abyś była bezpieczna- jeszcze nigdy nie widziałem jej tak rozwścieczonej.
-Tty ?- zapytała i popatrzyła na mnie swoimi szklistymi oczami.
-Tak

                                                                  ~  * ~ *  ~ * ~

    Szliśmy spokojnym krokiem od dobrej godziny. Postanowiłem chociaż ją odprowadzić. No chyba, że jej towarzysze pozwolą mi zostać. Właściwie to miałem taką nadzieję. Rozmawialiśmy i śmialiśmy się z moich sucharów. Wspominaliśmy dawne czasy i opowiadaliśmy o tym co nas spotkało później.
-Czekaj, czekaj- powiedziałem śmiejąc się- Jak on się nazywa ?
- Haagenti Lacume’ Dei- wilczyca obok również się zaśmiała.
-Co za idiota nosi takie imię ?- wybuchnąłem kolejnym śmiechem. Ogólnie to teraz śmialiśmy się ze wszystkiego. Nawet jeśli to nie było nawet ociupinkę śmieszne.
-No już ci mówiłam, że straszny ! Wkurza mnie na każdym możliwym kroku. Oczywiście ja nie pozostaję mu dłużna !- wykrzyknęła radośnie.
-A jak nazywają się twoi pozostali towarzysze ?
-Avriel, Ren i Ardes - odpowiedziała Asi.
-Opowiedz i coś o nich- poprosiłem.
-No więc..- zaczęła- Avi i Ren to 3 letnie wadery, a Asu to około 5 miesięczny basiorek. Avi kocha robić innym psikusy, a potem sama się z tego śmiać. Lubi biegać, skakać, czasami pływać, wyć, polować, latać, śpiewać. Nie zawaha się odmówić udzielenia komuś pomocy. Odważna i honorowa. Często też uparta. Gdy sobie ubzdura jakiś pomysł, trudno jej od niego odciągnąć. Można powiedzieć, że Ren wygląda na oschłą i ponurą wilczycę. Ale taka nie jest. Jest raczej optymistką. Jest łagodna i miła. Pomysłowa i sprytna. Często wesoła i towarzyska. Uwielbia się bawić. Wtedy czuje się jak dziecko. Potrafi zachować jednak i powagę. Ale trudno to zrobić. Jest rozmowna i czasami dowcipna. Asu jest zabawowy. Nie ma osoby której by nie rozbawił. Często się popisuję, zawsze, 24 h na dobę jest ranny, przez jego ciekawość. Wpada w kłopoty, kiedy tylko nadarzy się taka dla niego okazja, jednak wbrew pozorom, nie robi tego specjalnie. Jest też dość ciekawski i naiwny.
-Mhm- zamyśliłem się chwilkę- to opowiedz i coś o Hage'u
-Okey. Hage jest leniem, który uwielbia przesiadywać wysoko w konarach drzew i wyczekuje jak coś mu wlezie do paszczy. Lubił nękać małe stworzonka, który komicznie piszczą jak się je ciągnie za ogon.  Jest on raczej typem osoby, która najpierw bije, później zadaje pytania. Jest także wredny, chamski. Po prostu nie da się go lubić ! - ostanie zdanie wykrzyknęła.
-Wiesz... Kto się czubi ten się lubi...
-Ale nie w tym przypadku -warknęła- My od zawsze na zawsze będziemy wrogami i nic tego nie zmieni.
-Jak chcesz...- westchnąłem ciężko.

                                                                ~  * ~ *  ~ * ~
    Szliśmy kolejną godzinę przekomarzając się. Nagle wpadł mi do głowy pewien błyskotliwy pomysł.
-Ścigamy się ? - zapytałem.
-Wiesz.. to nie będzie dobry pomysł...
-Czyżby nieustraszona As bała się przegranej ?- uśmiechnąłem się kpiarsko
-Nie po prostu się bardzo zdziwisz ...
-No zobaczymy ! Biegniemy aż do tego lodowiska. 3... 2... 1... Start !
Biegłem ile sił w nogach lecz po chwili zauważyłem, że Asi biegnie chyba z prędkością światła !
-Asien ! Poddaję się !- wykrzyknąłem i padłem na ziemię. Ona spokojnie zawróciła i podbiegła do mnie.
-I jak zdziwiony? -zapytała z szerokim uśmiechem na twarzy prezentując jej śnieżnobiałe, ostre jak brzytwa kły.
-Trochę- wydyszałem zmęczony.
-Wstawaj !- pomogła mi wstać- Spokojnym spacerkiem do lodowiska jeszcze z godzina drogi.
-Aż tyle ?-wyjęczałem.
-Wolisz biegać ?- zapytała lekko sarkastycznym tonem.
-Nnie, wolę już iść- odparłem.

 ~  * ~ *  ~ * ~      ~  * ~ *  ~ * ~      ~  * ~ *  ~ * ~
    Siema ! Oto mój pierwszy post. Tak jak prosiła mnie As odnalazłem ją w lesie. Rozpisałem się dość sporo, ale jak na mnie to i tak krótko. Zapytajcie Asi jakie ja długie dzieła tworzę !
Mam nadzieję, że na śmierć się nie zanudziliście przez długość, ale ja jak się rozpiszę to nawet kijem mnie od kompa nie odciągną. To chyba wszystko co chciałem przekazać.
Felix przez x

Felix

Cień nigdy nie zniknie, a więc
i ja nigdy nie zniknę
z twojego serca <3
 IMIĘ: Felix przez x a nie ks, bo ks brzmi lamersko...
PRZEZWISKO/KSYWKA: Fel ---> skrót od imienia, Felicis ---> To urocze przezwisko zostało mi nadane przez moich kumpli. Jak ktoś był kiedyś w ludzkim kinie to wie o co chodzi... Taaaa...
WIEK: Czekaj... Czekaj... Zaraz sobie przypomnę... Jestem o rok starszy od Asi (tak zwracam się do As, ale to nic do Joanny nie ma, bo nie wymawiam  ś tylko s i) i urodziłem się w lecie... Ona ma 4 lata skończone w zimie, czyli ja mam 5 lat skończonych w lecie ! Ale ze mnie geniusz !
PŁEĆ: A co ?! Nie widać ?! Basior z krwi i kości !
CHARAKTER: Jestem dość... inteligentny mimo iż tego nie pokuzję. Nie lubię się chwalić moim IQ ponad przeciętną... Ale jeśli musicie wiedzieć to mam 180 IQ... Oczywiście staram się to zamaskować ! Nie ścierpiałbym łatki kujona do końca życia !  Ale mam coś czym ja maskuję ! Niewybredne poczucie humoru ! Ja kocham płatać psikusy, opowiadać dowcipy i rozmieszać wilki ! Rozrywka to moje drugie imię ! Tak właściwie to Draco, ale ten szczegół pominiemy ;-) A ! I jeszcze bardzo, bardzo ważna cecha ! Chociaż nie wiem czy to tu się zalicza... Nie wiem nawet czy to cecha, ale jestem dość popularnym wilkiem, po prostu wszyscy mnie lubią ! A szczególnie dziewczyny *uśmiecham się szelmowsko*
HISTORIA: Urodziłem się w tej samej watasze co Asi. Moce natury odkryłem gdy miałem zaledwie 5 miesięcy, a do opanowania sił mroku potrzebowałem kolejny 6 ... Prawie od początku przyjaźniłem się z Kastielem (brat Asi), czyli o rok starszym basiorem, który panował nad ogniem. Gdy miałem już ponad rok narodziła mu się siostra Asien. Była ona postrzegane jak wcielenie naszego bóstwa. Rodzice Kastiela ją uwielbiali i wierzyli w tą tezę, przez co Kastiel niezbyt polubił swoją małą siostrzyczkę. Ja za to ją uwielbiałem ! Bo kto nie lubi takich słodkich szczeniaczków. Była ona moją druga najlepszą przyjaciółką zaraz po Kastielu. Jemu to nie za bardzo się podobało ale nic do gadania nie miał. Gdy Asi miała 3 miesiące on zniknął bez śladu. Jego rodzice rozpaczali. Miesiąc po jego zaginięciu wyruszyłem go szukać. Szukałem tak 3 miesięcy i  w końcu odnalazłem. Założył on własną watahę i namówił mnie bym do niej dołączył. Zrobiłem to, no bo co miałem zrobić ? Przecież bez Kastiela byłoby mi dziwnie wrócić do watahy. Mianował mnie on Betą watahy więc od początku wiedziałem o jego planie. Próbowałem go od niego odciągnąć, ale nic nie działało. Jak pytałem go dlaczego i czy to przez Asien. On odpowiadał, że to się stało jeszcze przed jej narodzeniem i nie jest jeszcze gotowy mi o tym opowiedzieć. I już nigdy tego nie zrobił... Parę miesięcy później zaatakowaliśmy. Nie chciałem walczyć, ale jak Alfa każe to Beta musi. Starałem się nikomu nie zrobić krzywdy, ale gdy Kastiel to zauważył to na mnie nawrzeszczał. I wtedy kogoś zobaczyłem. Tak to ona ! Ledwo żywa Asi leżała na polu bitwy. Pomimo, że nie widziałem jej od dobrych kilku miesięcy to wiedziałem, że to ona ! Korzystając z nieuwagi jej brata przeniosłem ją do lasu, a widząc zmierzającego w tą stronę wilka uciekłem. Nikt prócz niej nie przeżył, chociaż nawet nie wiedziałem czy ona przeżyła... Przez następne miesiące starałem się o tym nie myśleć i dobrze wykonywać swoje obowiązki. Pewnego dnia doszła do mnie wiadomość, że Alfę zabito. Miałem przejąć watahę, ale wolałem skorzystać z okazji i uciec. Włóczyłem się tu i tam.. Aż w końcu znalazłem ciemny bór, do którego nawet promyczek światła nie docierał. Spodobało mi się to miejsce więc pozostałem tam i zamieszkałem w jednej z jaskiń. Jednak mój los miał się zmienić gdy odnalazłem pewną osobę w tym lesie...
MAGIA: Panuje nad Mrokiem :
  • Potrafię zamieniać się w cień (przydatne w ucieczce)
  • Mogę walczyć za pomocą mojego cienia (jeśli mój cień złapie twój cień i wrzuci go np. do wody to ty wpadasz wraz ze swoim cieniem)
  • Mogę sprawić, że w pomieszczeniu, w lesie czy gdzie kolwiek robi się ciemno choćby był środek dnia, ale w zależności od wielkości tego miejsca moje siły się szybciej lub wolniej się wyczerpują
  • W cieniu jestem praktycznie nie widoczny, no chyba że wiesz gdzie jestem
  • Itp.
Moją magią jest także Natura co moim zdaniem jest bez sensu. No bo mrok do natury ma tyle co snickers do tabletek ziołowych, ale no cóż...

  • Panuję nad roślinami
  • Potrafię sprawić, że rośliny szybciej rosną
  • Itp.


PARTNERKA: Brak... Jak na razie *kolejny szelmowski uśmieszek*

CIEKAWOSTKI:
  • Nie lubię światła... Ale to chyba oczywiste skoro jestem wilkiem mroku. Po prostu światło mnie parzy. W ciągu dnia staram się nie wychodzić z cienia, ale jeśli muszę to tworzę nad sobą parasol z cienia.
  • Kocham wyć i śpiewać, a wychodzi mi to całkiem, całkiem <3
  • Lubię każdy rodzaj muzy ! Dosłownie każdy
  • Może nie biegam tak szybko jak Asi, ale według innych jest bardzo szybki
  • Byłem przyjacielem brata Asi...
  • I należałem do tamtej watahy...
  • Moje skrzydła mogą się wydawać dość małe, ale gdy tylko zechcę zamieniają się w ogromne skrzydła pokryte kruczoczarnymi piórami.
  • Mogę latać tylko w nocy z chyba wiadomych powodów... Słońce ....
  • Dzięki temu, że ciągle żyję w mroku w nocy widzę jak za dnia.
  • Powiedzmy, że mam słabość do pięknych kobiet...
  • Noszę czarny krzyżyk na czarnym rzemyku
  • Nie powiem od kogo dostałem to cudo wyżej... To będzie moja słodka tajemnica... Muahahahha
A oto ja gdy sobie śpiewam ;)


poniedziałek, 24 lutego 2014

Ciemny las, naprawdę ciemny las...

          Po jakiejś godzinie przestałam biec. Bo po co ? I tak mnie nie dogonią, jeśli nawet wytropią ! Znalazłam się w dość dziwnej części lasu. Śniegu to tu prawię nie było, ale to chyba przez to, że drzewa rosły tak blisko siebie. Nawet jeden promyczek się tu nie przedostawał ! Nie żebym się bała ciemności, co to to nie ! Po prostu dziwnie się czułam w ciemnym lesie, naprawdę ciemnym lesie, sama jak palec. Ale oczywiście jest tak na moje własne, cholerne życzenie. O co ja się tak wkurzałam. Hage to robi właśnie po to by mnie wkurzyć, a ja tak łatwo dałam się sprowokować ! Przestaję siebie poznawać. Wcześniej też potrafiłam odpysknąć i przyłożyć prawym sierpowym, ale teraz wnerwiam się na każdym kroku. To takie dziwne... Jak można aż tak się zmienić przez parę dni spędzonych w ich towarzystwie ? Żeby to ino zmiana na dobre była. Ale nie ! Bo po co ? Lepiej przez jakiegoś idiotę stać się bardziej wybuchową ! Dlaczego nie mogłam trafić na jakieś wilki, które oponowały by mój iście diabelski charakterek. Ale dość biadolenia nad sobą ! Pomyślimy o tym później. Bo zaczęło mnie zastanawiać dość ważne pytanie. Gdzie ja do cholery jasnej jestem ?! Nie znam tej części lasu, zapach saren, łosi i innych smakołyków to tu jest nikły. Co to ? Apokalipsa jakaś ? A tak w ogóle to kto by pomyślał, że nawet gdy nie wiem gdzie polazłam to potrafię być taka... ironiczna ? Naprawdę muszę coś w sobie zmienić... Ale teraz jestem baaaaaaardzo głodna ! Co by tu wszamać jak tu żarła nie ? No przecież ogona sobie nie zeżrę! Zaczynam pleść głupoty... Chyba za bardzo się przyzwyczaiłam do czyjegoś towarzystwa i teraz gdy jestem sama to wariuję ! I do tego gadam do siebie ! Zaraz... zaraz... Czy ja czuję jelenia ?! Co prawda silny zapach to to nie jest, ale zawsze coś ! Pobiegłam w tamtym kierunki i faktycznie tam był ! Trochę wychudzony, biały jak śnieg jeleń. Przyczaiłam się w krzakach i oblizałam swoje kły. Zaczęłam się skradać... Powoli... Powolutku... Jeleń nawet mnie nie zauważył, dalej skubał sobie trawkę nic nie podejrzewając. Mignęłam z zawrotną prędkością obok niego, a gdy on odwrócił głowę w stronę gdzie przed chwilą byłam zaatakowałam go. Już po chwili leżał martwy z rozszarpanym gardłem. Jadłam tak jakby to był mój ostatni posiłek. Może ja tak właśnie myślałam ? Nie... na pewno nie... Przecież nie jest aż tak źle ! Prawda ?
              Postanowiłam się położyć, przez tą ciemność straciłam rachubę czasu ale byłam śpiąca. Ułożyłam się na leśnej ściółce i zasnęłam głębokim snem...

-------------------------------------------------------------
A teraz umowa. Możecie pisać posty ale ani się ważyć mnie odnajdywać bo nie ręczę za siebie ! Dlaczego ? Otóż dlatego iż ponieważ zaprosiłam kogoś (niespodzianka) by dołączył i to ta osoba mnie odnajdzie, oki ?

Zimna kąpiel & Pytania bez odpowiedzi

             Popatrzyłam na Hage z dziwnym uśmieszkiem.
-A więc wujaszku Hage, jak to się stało, że przyprowadziłeś to o to małe coś do nas ? - zapytałam pokazując łapą na Asu. Dobrze pamiętałam jak ma na imię, ale okazja by trochę zdenerwować tego szczeniaku były no cóż... zbyt kusząca.
-Mam na imię Ardes i wcale nie jestem aż taki mały- podniósł swój łebek do góry, dumnie patrząc w moją stronę, ale ja nie zwróciłam na niego większej uwagi.
-No więc...- ponagliłam Hage'a
-To długa historia
-Nie chcesz mówić to nie, ja ci życzę powodzenia w niańczeniu Asu- odeszłam w stronę lodowiska.
-Ja też chcę !- krzyknął Ardes i mnie wyprzedził. O nie ! Taki mały kłębek futra mnie nie przegoni. Niech sobie nie myśli, że ze mną można zadzierać. Pobiegłam w jego stronę i już po chwili był daleko w tyle, a ja ślizgałam się po zamrożonej tafli jeziora.
-Ejjj-  fuknął mały gdy zobaczył, że go wyprzedziłam.
-Nie przejmuj się Asu, ona tak zawsze po mące zapiernicza- zaśmiał się kpiarsko Hage. I  w tym momencie powinien zacząć przeklinać mój diabelsko dobry słuch. Bo nawet z drugiego końca dość sporego jeziora go usłyszałam. Teraz tylko jak najszybciej wymyślić zemstę ! Wrzucenie do zaspy ? Nie, za proste... Pozwolenie dziewczyną przytulenia się do jego ogonu ? Było... Już wiem ! Ciekawe jak pan Haagenti Lacume’ Dei (tak spamiętałam jego dość długie imię) radzi sobie na lodzie ? Dłużej nad tym nie myślałam, podbiegłam do niego i wepchnęłam go na tafle jeziora. Hage ponieważ nie spodziewał się takiego ataku zaliczył dość sporą glebę i nie mógł się podnieść. Ja już mu pomogę !
-Zejdź z lodowiska mały- rzuciłam w stronę Asu, a gdy to zrobił położyłam łapę na zamarzniętej tafli jeziora. Lód zaczął pękać. Szpara robiła się coraz dłuższa, aż w końcu dotknęła nic nie spodziewającego Hage'a, który próbował się podnieść. Słychać było tylko głośnie Plusk ! I Hage był w wodzie. Nie chciałam żeby się rozchorował, aż tak wkurzona nie byłam więc ruszyłam w jego stronę by pomóc mu wyjść. Basior powoli wygramolił się z dziury. Cały trząsł się z zimna. Taaaa... Przecież jest środek zimy ! Zapomniałam, że inni nie są tak odporni na chłód jak ja. Ale żebyście widzieli teraz jego minę.
-Jak ty mogłaś ?!- zapytał wkurzony i rzucił się na mnie. Ja zgrabnie uniknęłam ataku.
-To tylko kara...-uchyliłam się znowu przed Hage'm-... za to, że ściemniasz młodemu na mój temat...- kolejny atak- Nie życzę sobie abyś mówił, że biegam tak po jakiejś hiszpańskiej mące czy innej brei.- i kolejny...- To zasługa mojego kryształu i dobrze o tym wiesz ! Ale jak szanownemu panu Haagenti Lacume’ Dei  przeszkadza, że dziewczyna jest od niego szybsza i sprytniejsza to proszę bardzo. Już mnie tu nie ma !- fuknęłam rozwścieczona i pędem ruszyłam do lasu. Dlaczego on mnie tak denerwuje ?! Dlaczego ja się nim w ogóle przejmuje ?! Po cholerę ja do nich dołączałam ?! Co mnie do nich ciągnęło ?! Sama nie wiem... Za dużo tych pytań... Może lepiej by było gdybym odeszłam ? Sama nie wiem... Na razie po prostu od nich odpocznę. Tak będzie lepiej. Dla mnie i dla nich...
-------------------------------------------------------------------------
Nie Nisi nie odejdzie. Po prostu zachciało mi się dramatu. No i jest ! 

sobota, 22 lutego 2014

Ogoniasta Niańka

Ziewnęłam ospale, spoglądając kątem oka na Ren ślizgającą się po zamarzniętym jeziorze. Wilczyca raz po raz wyskakiwała w górę, robiąc piruet, a następnie gładko lądowała na lodzie.
- Nie połam się tylko, bo ja cię składać nie będę! - zawołałam ze śmiechem, wstając z ziemi i otrzepując futro ze śniegu. Truchtem podbiegłam do granicy zamarzniętego jeziora z ziemią, aż tu nagle wpadłam na coś twardego w zaspie. Pisnęłam, szybko cofając się w tył, w efekcie czego wylądowałam na tyłku.
- Nie dacie się nawet spokojnie wyspać... - burknęła niezadowolona As, wychodząc z zaspy.
- To nie moja wina, że kładziesz się w pierwszej lepszej zaspie! - próbowałam się wytłumaczyć, gestykulując łapami. - Następnym razem wstawię ci w zaspę w której śpisz tabliczkę z napisem "tu śpi As, uwaga nie deptać"...
- Chyba to będzie najlepsze rozwiązanie... - wtrąciła się Ren, stając obok nas. - Idziecie się poślizgać?
Spojrzałam się na As, która odeszła od nas metr dalej, siadając wygodnie na śniegu.
- Ja wolę tu posiedzieć... - mruknęła pod nosem, zajmując się pielęgnowaniem swoich trzech, puszystych ogonów. Uśmiechnęłam się szyderczo pod nosem, skradając się do niej powoli. Dałam znak Ren, aby ta była cicho. Wilczyca skinęła głową, przyglądając mi się z zaciekawieniem. Przykucnęłam na śniegu, machając po nim puchatym ogonem. Gdy tylko As odwróciła wzrok, skoczyłam na nią, wrzucając głęboko w zaspę. Po chwili wraz z Ren wybuchłyśmy głośnym śmiechem.
- Oh, nie! Co to będzie! - parsknęłam śmiechem, zasłaniając łapą pysk. Jednak dobry nastrój szybko minął, gdy obie ujrzałyśmy wkurzoną As, która wygramoliła się z zaspy.
- Oh, nie! Co teraz będzie! - warknęła, rzucając się na nas. W ostatniej chwili uchyliłam się przed jej atakiem, jednak była naprawdę szybka i unikanie jej ataków sprawiało mi nie małą trudność. Po chwili jednak zmieniłam kierunek w stronę zamarzniętego jeziora i pociągnęłam za sobą zdezorientowaną Ren.
- Złap nas! - zawołałam w stronę nadal goniącej nas As. Ta tylko widocznie przyśpieszyła, bo tylko parę centymetrów dzieliło nas od niej. Cóż... Myśląc, że sytuacja na lodzie nieco się odwróci, byłam w błędzie. Wtedy, gdy moje łapy dotknęły śliskiego podłoża, rozjechały się na boki. Ren straciła przeze mnie równowagę, wpadając na mnie. Szybko spojrzałam się za siebie, widząc szykującą się do skoku As. Zanim zdążyłam krzyknąć, a As zahamować, wszystkie trzy jak jedna kulka futra wylądowałyśmy na środku lodowiska. Ja sama nie mogąc wytrzymać znowu zaczęłam się śmiać, a wraz ze mną Ren. Widziałam nawet kątem oka, jak As uśmiechnęła się delikatnie.
- Sorry, sorry - wybełkotałam, próbując uspokoić napad śmiechu. Po dłuższej chwili w połowie mi się to udało i usiadłam na lodzie, przyglądając się im.
- Hej... A tak w ogóle wiecie, gdzie Hage polazł?
- Nie i może nie wracać - odparła As z szyderczym uśmieszkiem na pysku.
- Daj spokój, bez waszych kłótni było by nudno - dodała Ren. - Poza tym, jego rozgrywki z umarłą wiewiórką są tak interesująceeee...
- Pewnie - zaśmiałam się. - Może jednak go poszukamy? Z jego nieogarnięciem sama nie wiem, czy w ogóle wróci...
Jak na zawołanie usłyszałam w oddali czyjąś kłótnie. Uniosłam wysoko jedną brew, wychwytując czujnymi radarkami wszystkie dziwne dźwięki. Jeden głos bez problemu rozpoznałam, a był nim Hage. Tylko kim był ten drugi? Słyszałam go pierwszy raz i już byłam ciekawa, kto to.
        Nie minęła chwila, a zza białej ściany wyłonił się nie kto inny jak Hage w towarzystwie... jakiegoś szczeniaka? Wszystkie trzy popatrzyłyśmy się po sobie zdziwione i podeszłyśmy niepewnie do tej dwójki.
- Hage, jedzenie przyprowadziłeś? - odezwała się jako pierwsza As. Malec cofnął się o krok w tył, szykując w najgorszym wypadku do ucieczki.
- Ehhee no ten no nasza As sobie żartuje, prawda? - spojrzałam się na nią, a ta tylko przewróciła oczami. Westchnęłam ciężko, zwracając się do Hage:
- A ty za niańkę robisz?
- No co? Sam się przyplątał, uznając mój ogon za jakąś cukrową żelatynę! - fuknął, spoglądając z żalem na swój skarb.
- Okej, a tobie jak na imię mały?
- Jestem... Ardes... Ale możecie mi mówić Asu, jeśli chcecie - uśmiechnął się wesoło, machając krótkim ogonkiem.
- Super, więc Asu... Ja jestem Avriel, ale możesz mówić mi Avi. To są Ren i Asien Nisi, no ale my mówimy do niej As - nachyliłam się i szepnęłam małemu do ucha: - I uważaj lepiej z nią nie zadzierać...
- Słyszałam... - mruknęła ogoniasta, piorunując mnie wzrokiem. Posłałam jej tylko przyjazny uśmieszek, kręcąc głową.
- Ok, więc ja go z wami zostawiam no i ten... - wtrącił niepewnie Hage, oddalając się powoli.
- Gdzie! - ryknęłyśmy wszystkie razem. - Ty sprowadziłeś, ty niańczysz!
- Ja?!
- Haha, będzie wujcio Hage! <3 - zaśmiałam się, a wraz ze mną Ren.
- Czyli mogę z wami zostać? - spytał Asu. Kiwnęłyśmy głowami, spoglądając uważnie na Hage, który pacnął się łapą w łeb.


~Avi~

Ideologia dżemu i budyniu. Czyli za ile, gdzie i po co?

Pod naporem mojej furii, obrzydzenia i szpachli szoku coś wesoło pizgneło w krzaki z odgłosem czegoś, co ktoś za mocno przydeptał. Przez chwile stałem jak wryty, a chomik powoli z okropnym skrzypieniem metalowego kółka w moim mózgu, pomagał mi ujarzmić rzeczywistość. Ogarniaj; szedłeś sobie spokojnie tym leśnym borem, napawałeś się świeżym powietrze i słuchałeś arii pogrzebowych śpiewanych przez wrony, a tu nagle coś bez wesołego okrzyku; ‘Szuprajs!” wyskoczyło za zasp i zaczęło…. Obśliniać twój ogon.
- Fuuuu!- aż tepneło mną dwieście dwadzieścia wolt.- Co… to ma znaczyć?!- wyzipiałem jak gotujący czajnik, rozglądając się we wszystkie strony i szukając tego, czego co przed chwilą poznało zasady grawitacji.
- Jeeeeju!- nagle coś stęknęło i moje oczy wyłapały ruch za zaspami.
- Ty!- nie czekając na nic, doskoczyłem do tego czegoś, rozpalając wewnętrzny ogień Inkwizycji, która z wielką przyjemnością knuje plan wysłania na stos wszystkich niewiernych. Chwyciłem to za chabety i ku mojemu zdziwieniu wyciągnąłem ze śniegu… szczeniaka. Szarego małego wilczka z czerwonym ornamentem w kształcie gwiazdy, który zdobił czubek jego głowy. Nieprzytomny błądził wzrokiem gdzieś poza horyzont.
 Chyba za mocno go trzepnąłem…
- Hallooo!- ryknąłem, potrząsając tą kulką sierści.- E! No! Komornik przyszedł! Chowaj pianino!- … i nic.- Kutwa mac i jego buraki! Jak ci do tyłka napcham śniegu to dopiero będziesz miał pobudkę!
- Khem… żeocochodzi?- zapodał idżeligentnie wyostrzając obiektyw i zatrzymując się nad moją osobą. Lompił się jak Żyd po pustym sklepie, niezbyt chyba ogarniając, że go trzymam, więc puściłem go litościwe.
- Nic ci nie jest? – zapytałem.- Znaczy chodzi mi o twoje zdrowie fizyczne, bo mózg chyba gdzieś zgubiłeś po drodze, bo kto widział, żeby KTOKOLWIEK próbował ZEŻREĆ CZYJŚ OGON?
- Ha! Ha! Ha! No wiesz…- zarechotał, wzrokiem szukając drogę ucieczki. Mhy… Mruu, bo mu dam. 
- No właśnie, że nie wiem. Może byś mi to tak…. Wytłumaczył?- z każdym słowem przybliżałem się do smarka, który odruchowo cofał się do tyłu, aż natrafił na przeszkodę w postaci pnia drzewa.
- No bo…. No, przepraszam! Byłem głodny i pomyliłem pana ogon z żelkiem!- wyszeptał niepewnie, jakby z wrażeniem, że podpisuje na siebie jakiś wyrok.
- HAHAHA!- Łooo Panie! Jak nagle nie ryknąłem opętańczym śmiechem, to żem z wrażenia klepną na ziemie. 
- Yyy? Psze pana, nic panu nie jest?- aż się biedne dziecko zaniepokoiło moim pogarszającym się zdrowiem psychicznym
- Nii…- otarłem łezkę z kącika oczu.- Nazywam się Haagenti Lacume’ Dei, ale mów mi Hage. Bo jestem pewny, że i tak nie spamiętasz. A ty pseudo- freeganie, jak masz na imię?
- Ardes!
- No, Ardes. Czemu mój ogon akurat musiał być tym, który bliżej spotkał się z twoim śladem DNA? Nie łatwiej upolować taką sarenkę, kaczkę czy nawet myszkę niżeli dorosłego basiora? Czy to jakaś moda na kanibalizm?
- Mówiłem, że pomyliłem twój ogon z żelkiem… A polować, nie upoluję… bo nie umiem.- wymamrotał speszony.
 No tak… Ile to może mieć? Pięć miesięcy? Sześć? Nie więcej z pewnością…. A ty każesz mu latać mu przez bur za jeleniem! Idiota!
 Z tego wszystkiego przypomniało mi się, co ta stara Wiedźma, która mnie przygarnęła, mówiła o młodym narybku: „- Nie lubię dzieci, za długo się gotują…”.
- Dobra… Rozumiem. Poczekaj tu chwilę. I ani się rusz!- wydałem polecenie kudłaczowi, a sam z dobroci serca podrałowałem parę metrów w głąb lasu, tuż na torfowisko.
 Błoto i śnieg razem dają najgorsze możliwe połączenie. Wieźcie mi... Chodząc, a raczej brodząc przychodzi mi tylko jedno niemiłe skojarzenie….
 Nagle niezgrabny ruch w szuwarach, przerwał moje rozmyślanie nad ideologią budyniu i dżemu.
 Uśmiechnąłem się szarmancko i zrównałem się z poziomem gleby. Spiąłem mięśnie i nagle jednym susem znalazłem się w trawie, rozwalając nielegalne stowarzyszenie zwolenników RM.

- Baczność! Towarzyszu Dymitrze!- uchachany jak debil, wyskoczyłem za zasp, robiąc mały dżihad kudłaczowi, który czekał tam gdzie mu nakazałem.
 Asu podskoczył, wesoło kwiknął i wyprężył się jak Azjatycki maszt, nieudolnie wykonując salut.- T- Tak!
- Hah! No dobra, dzieciaku. Ciesz się bo stowarzyszenie, które ma w logo jakiegoś drewniaka zlitowało się nad tobą i za pośrednictwem wujcia Hage, przynosi ci to!- pod nogi szarak rzuciłem martwą kaczkę.- Smacznego!
- A- ale, no…?!
- Czego marudzisz!? Jedz! Mówiłeś, że głodny!
 Dzieciak zilustrował mnie dziwnym wzrokiem niepewności, jednak najprawdopodobniej ssące uczucie w żołądku wygrało, bo rzucił się na truchło. Po chwili nie było po tym śladu…
- Nie słodkie…
- Co?- cichy głos Asu, wyrwał mnie z lakonicznej czynności czyszczenia pazurów.
- Nie słodkie.- powtórzył, tym razem głośniej.
 Aaa… Coś tam wspominał, że lubi żelki. Mhy.. może mógłbym dodać jakieś jagody? Tylko skąd o tej porze roku je wytrzasnę?  Trawa uschła. Jednak może na szuwarach byś się coś znalazło, bo igły z pewnością by mu nie posmakowały…
Chwila!
- E! Ja tu się produkuje, robię za Caritas, a ty masz jakieś wąty! Na słodycze trzeba zasłużyć!- fuknąłem, zawijając ogona.- Tankowiec zatankowany? Więc teraz chodź!
- C- co?
- Chodź! Szybko! Nie mamy wieczności…

~Hage  


Ohayo Gozaimasu ;3

Siema wszystkim. Mam na imię Saphira, a to jest tylko taka króciutka notka ode mnie, bo jestem tu na chwilę C:
Jak widzicie zmienił się dość drastycznie szablon na blogu.
Co jest moją zasługą xD 
Chodzi mi tu w tym momencie o to ,czy wam się podoba, czy nie :3 W komentarzach napiszcie swoją opinię, jako iż jestem początkową szabloniarką, opinia innych jest mi potrzebna ^^
Z góry dziękuje i do zobaczenia! C;

wtorek, 18 lutego 2014

Włochaty żelek

Poczułem głód. To już trzeci dzień od kąd zostałem wykopany,przez te trzy dni nic nie jadłem. Nie umiałem nic upolować. Doooobra
przyznaję się! Nie umiem polować! No ale u dzieci w sierocińcu cukierki same wpadały mi do pyska. A tu słodycze mają cztery nogi, dzięki którym mogą
uciekać, oraz twarde kopyta i rogi do obrony. Widać tutejsze słodycze nie lubią być zjadane. Mi to jednak nie było zbytnio na łąpę. Nagle się potknąłem i wleciałem w krzaki,
za krzakami było strome zbocze po którym się sturlałem. Zatrzymałem się dopiero z łoskotem uderzając o pień drzewa.
Siedziałem chwile skołowany, kiedy gałęzie drzewa ugięły się, i cały śnieg spadł za mnie. Zacząłem parskać i potrząsać łepkiem żeby pozbyć się śniegu.Nagle coś zwietrzyłem.
Wyjrzałem zza krzaków. zobaczyłem coś czerwonego. Migało przede mną, ruszało się.Wyglądało jak żelek... Oblizałem się. Ciekawe czy to żeczywiście jest
cukierek. Po minucie przypatrywania się temu czemuś, rzuciłem się na to, i przydeptałem, zacząłem ssać. Nie przyjemną niespodzianką była... Sierść. Zacząłem się krztusić
czerwonymi kłakami, czerwonymi jak krew, która popłynęła mi z pyska gdy wielki czarny basior kopnął mnie mocno, odskakując z obrzydzeniem.
Kolejną nieprzyjemną niespodzianką było to że czerwony żeluś którego przed chwilą ssałem, był w rzeczywistości...
- MÓJ OGON! -wrzasnął
----------------------------------------------------------------------------
Hage? Sory że krótko i nudno, mam nadzieję że nie zanudziłem na śmierć

poniedziałek, 17 lutego 2014

Samotne polowanie

           Hage patrzył na mnie wściekły lecz ja nie obdarowałam go choćby jednym spojrzeniem.
-Idę na polowanie i radzę mi nie przeszkadzać- powiedziałam trochę oschle i ruszyłam dzikim pędem w głąb lasu. Po godzinie przestałam biec i ruszyłam spacerkiem. Taaaak, polowanie dobrze mi zrobi, a w tym czasie Hage ochłonie. Uśmiechnęłam się na myśl o jego wkurzonej minie. Co jak co, ale najlepiej mi wychodzi denerwowanie lub straszenie kogoś. Chociaż to chyba nie tak dobrze.... Co ja się tym tak zamartwiam ? Taka już jestem i już ! Albo mnie zaakceptują taką albo nigdy nie poznają mojej prawdziwej strony, która siedzi gdzieś w mojej głębi i czeka aż komuś zaufam na tyle by pokazać, że jestem czuła, dobra i przyjacielska. Ale za nim to nastąpi muszę coś zjeść ! Brzuch zaburczał mi donoście. Zjadłabym konia z kopytami ! I to dosłownie... Nagle poczułam bardzo intensywny zapach. Pobiegłam w tamtą stronę i po chwili zaczęłam się skradać do czekoladowej łani, która odłączyła się od stada. Była dość chuda ale na razie wystarczy. Rzuciłam się na nią i wbiłam swoje kły w jej kark. Poczułam smak krwi. Byłam naprawdę głodna. Przestała się rzucać i opadła na ziemię a ja zaczęłam łapczywie jeść. Gdy skończyłam poszłam powoli do nory  Hage. Zaraz zaczęłam biec już truchtem i rzucać soplami w każde drzewo ani razu nie chybiając. Gdy miała rzucić kolejny przed drzewem, które było moim celem zobaczyłam Hage, Avi i Ren. Sopel opadł na śnieg, a ja podeszłam do nich spokojnie.
-Mówiłam żeby mi nie przeszkadzać- powiedziałam oschle- Prawie oberwaliście soplem sporych rozmiarów !
-Martwiliśmy się gdzie poszłaś- oznajmiła Ren po czym uścisnęłam mnie przyjacielsko.
-Ja się nie martwiłem, to one mnie tu zaciągnęły- skiną głową w stronę Ren i Avriel.
-Poszliśmy za tobą od razu gdy odbiegłaś od nas- Avi zignorowała Hage- ale niestety trudno cię dogonić.
-Dziwisz się ?! Wilka na hiszpańskiej mące nigdy nie dogonisz !- zaśmiał się kpiarsko Hage. Zbliżał się kolejny wybuch ale postarałam się opanować i po prostu go zignorowałam.
-
Nie musicie się o mnie tak martwić- powiedziałam już trochę milej- Nie jestem dzieckiem tak ja co poniektórzy tu- w tym momencie spojrzałam na Hage. Nie mogłam się powstrzymać żeby przestać z niego drwić. Ale no cóż ja zamiast płakać to odpłacam pięknym za nadobne. Pewnie gdybym zaczęła ryczeć to by miał jeszcze powód kpin, to tez mnie powstrzymywało. Właściwie to ostatni raz płakałam chyba gdy dowiedziałam się kto jest Alfą tamtej watahy. Nie ! Przestań ! Zapomnij o tym ! Masz teraz nowe życie. Nie zmartwiaj się przeszłością.

--------------------------------------------
         To jest niedokończone bo nie wiedziałam co by na to Hage odpowiedział xd Takie trochę dziwne opowiadanie. Więcej myśli mnie dialogów ale mi się podoba =)

Ardes


















Imię: Ardes!
Ksywa: Asu, Aro
Wiek: hmm... Coś około... 5 miesięcy? I pół...
Płeć. hehehe, oczywista, jestem samcem!
Magia: Metal. Potrafię zmieniać furto w igły, topić najtwardszą stal itp (to tylko cząstka moich zdolności magicznych, ale nie używam magi za często). Oprócz tego władam szarym płomieniem. To znaczy... Nie władam... Mam taką moc, ale nie umiem z niej korzystać.
Historia: nie pamiętam rodziców... Z tego co pamiętam zostałem znaleziony w pudle przed ludzkim domem dziecka, czy coś takiego. Byłem trzymany w tajemnicy przez ludzkie dzieci. Było mi dobrze. Przez te miesiące kompletnie wyzbyłem się strachu przed ludźmi. Mimo wszystko tajemnica wyszła na jaw i zostałem wyrzucony na zbity pysk, przez dużych ludzi. Od tego czasu błąkam się samotnie
Charakter: Jestem zabawowy. Nie ma osoby której bym nie rozbawił. Często się popisuję, zawsze, 24 h na dobę jestem ranny, przez moją ciekawość. Wpadam w kłopoty, kiedy tylko nadarzy się taka dla mnie okazja, jednak wbrew pozorom, nie robię tego specjalnie. Na łapie noszę bandaż, ponieważ zawsze mi się on przydaje. Chciałbym mieć przyjaciela do zabawy w ok. swoim wieku. Jestem strasznie ciekawski, przez co co chwila jestem ranny. Oprócz tego że ciekawski to naiwny.
Ciekawostki:
~Mam niesamowity dar, każdego kto jest zdołowany, ma ciężki dzień, potrafię rozbawić (nie świadomie).
~gdy się podekscytuję, zaczyna mi się dymić czubek ogona, a gdy podniecenie osiągnie punkt zenitu, cały staję w płomieniach.
~Podobno jestem następnym wcieleniem Boga Śmierci, dlatego czasami występuje u mnie ten mroczny płomień. Dziwne, nie?
~podczas pełni, mój znak na czole robi się świetlisty, a podczas nowiu, znika zupełnie
~Uwielbiam słodkości! Zrobił bym dla nich chyba wszystko
Lubi: Ludzkie słodycze, to właśnie one stanowiły praktycznie moje jedyne pożywienie jak dotąd. Pyyyyyyyychaaa; psoty, uwielbiam robić sobie z innych żarty i wkręcać ich. Moim ulubionym świętem jest chyba prima aprilis :D

inne zdjęcia:










gdy dorosnę






Witam wszystkich! *macha ogonem*



Autor zastrzega sobie prawa do wprowadzania zmian w KP
ostatnia zmiana - 19.02.2014

sobota, 15 lutego 2014

Tuli Tuli ogon

         Patrzyłam nadal zdziwiona na rozgrywkę Hage z Generałem E. Nie bałam się oczywiście jakiegoś ducha wiewiórki ale było to dla mnie nieprawdopodobne.
-Jakim cudem widzisz duchy ?- wydukałam w końcu.
-To taka moja magia- powiedział nie odrywając wzroku od szachownicy- A teraz nie przeszkadzaj bo gram i chcę się skupić.
-Pff- fuknęłam i wyszłam z jego nory- Co za pacan !- pobiegłam przed siebie i znalazłam dość duże, jeszcze niezamarznięte jeziorko. Położyłam łapę na tafli wody i zmroziłam całą jego powierzchnię po czym zaczęłam się ta ślizgać i śmiać.
-WooooHooooo- krzyczałam i śmiałam się. Nie było mnie chyba z 2 godziny i postanowiłam już wrócić choć niezbyt uśmiechało mi się spać w tej norze. Może położę się w zaspie ? Dzięki mojemu żywiołowi nie powinno nić mi się stać. Znalazłam dość dużą zaspę w okolicy domu Hagę i położyłam się na niej. Moje powieki stały się ciężkie a ja odpłynęłam w krainę Morfeusza.
Obudziły mnie czyjeś słowa. zaraz po tym ktoś szturchnął mnie w ramię.
-Hej ! Nisi ! Co ty robisz w tej zaspie ?!- tu był głos Ren.
-Co za idiotka śpi w zaspie ?- drwił Hage
-Weźcie się uspokójcie akurat mi na pewno nic nie bd, gorzej byłoby w lecie- wstałam- A ty Hage lepiej uważaj na słowa bo mam bardzo czujny słuch.
-Na pewno nic ci nie jest ? Przecież ty spałaś w zaspie w temperaturze z -15 stopni !- zapytała Avi
-Jak mówiłam nic mi nie jest- odparłam- A teraz wybaczcie ale jestem głodna i idę coś upolować. No chyba, że idziecie ze mną ?
- Właściwie to zgłodniałam- oznajmiła Avi.
- I ja- odpowiedziała Ren.
-Ja też coś przegryzę- burknął Hage, po czym dodał- Tylko nie włączaj tego motorka bo wilka na dragach nie dogonimy.
-Ja nie jestem na dragach- warknęłam i podbiegłam do niego gotowa w najlepszym wypadku wrzucić go w zaspę.
-No właśnie o tym mówię ! Który normalny wilk tak zapierdziela ?- zapytał złośliwie.
-Pff- fuknęłam- Który normalny duch widzi duchy ?
-Ale to jest moja magia !-za żalił się- A ty tak po dragach czy jakiejś innej mące biegasz- dodał z kpiącym uśmieszkiem.
-Takiś mądry ?! Dobra ! Sam tego chciałeś- wybuchłam. To nie mogło się skończyć na wrzuceniu w zaspę. O nie ! Za bardzo mnie wkurzył ! Wymyśliłam coś co zrekompensuje mi te uwagi. Mój kryształ zaczął jaskrawo świecić ale postarałam się go opanować. W końcu nie chciała go zabić. Zrobię coś znacznie gorszego. Przyzwałam wielką ilość śniegu i zasypałam całego basiora prócz ogona.
-Macie szansę dotknąć jego ogon. Tylko się pospiesz bo zaraz się odkopie- Zwróciłam się do wader. Nie trzeba było im dwa razy  mówić. Od razu wtuliły się w puszysty ogon Hage. Ta chwila nie trwała jednak długo bo wkurzony do granic możliwości Hage odkopał się ze śniegu.
-Więcej ze mną nie zadzieraj- powiedziałam do niego kpiącym tonem po czym odeszłam dumnym krokiem lekko pomachując moimi 3 ogonami.

-------------------------------------------

Ha Ha Ha ! Masz za swoje Hage ! Ciekawe co ty na to powiesz =p

Na mącę i ciasteczkach. Czyli za ile, jak dużo i gdzie?

 Młoda gniewna- nowo poznana, tak szybko się pokazała i tak samo szybko znikła gdzieś za zaspami. Nawet nie dane było nam zaczaić, w którą stronę to polazło, co ugryzło i z którego reaktora Czarnobylskiego wylazło.
- Ejeje! Moje drogie! Poczekajcie.- przystanąłem gwałtownie, wstrzymując ten maraton.- Dokąd my tak właściwie lecimy?
- Przypieprzyłeś w łeb, kiedy nie patrzyliśmy? Za nią, przed siebie itp.?- warknęła bura, kłapiąc kłami.
- Spokojnie. Może nerwosolek chcesz? Snicers’a? Czy wiecie, dokładnie, gdzie lecimy? Z naciskiem na dokładność.- westchnąłem.- No właśnie! Las olbrzymi, wieczność za krótka.- wytłumaczyłem filozoficznie, reprezentując rozpiętość skrzydeł, znaczy się łap.
- A może mam ci podać współrzędne geograficzne i wysokość nad poziomem morza?- Ren zadrwiła, wymownie przykładając łapę do skroni.- Używasz ty czasem nosa?
- Nie.- odpowiedziałem szczerze, olewając to, że tamto zdanie było sarkastyczne.- Jak wiecie kolekcjonuje czaszki, no i nie zawsze moja nowa zdobycz „zdążyła” się całkowicie rozłożyć. Nauczyłem się olewać zapachy dopływające zewnątrz. Żyje tak na czuja.- a teraz pokaz uzębienia. Zaraz oberwiesz i posypią się białe perły na posadzkę. Po twarzach wader, przesunął się jakiś cień przerażenia, trochę współczucia i coś na wzór obrzydzenia moją osobą.
- Fuu…- westchnęły na raz, obie.
- Ha! Ha! No nie ważne! Chodźcie, bo jestem dziś umówiony na partyjkę szachów z szanowanym Generałem E., a on ceni sobie punktualność! – ruszyłem truchtem przed siebie, a za mną zaskoczone wadery.
- Z kim?- zapytała Avisa.
- Z elitą!
 Nagle obie ryknęły rechotem wrednych małp, płosząc wrony, okupujące bezlistne drzewa. Ogólnie robiąc mini burdel i przytułek dla rozumnych inaczej.
 Dzień dobry! Piekło z tej strony!
- Wredne! Wy tego nie pojmiecie! Za wysokie dla was progi!- warknąłem.
- A wy znowu, straszycie zwierzynę…- nagle rozbrzmiał flegmatyczny głos, dobiegając od mojej prawej. Miażdżyca żył nadeszła za szybko, a cukier podskoczył mi do trzystu. Zakręciłem piruet i z pełną gracją wyjebałem się w zaspę. Dziewczyny zgodnie ryknęły opętańczym rechotem.
- Mamusia nie nauczyła, że trzeba odchrząknąć by zaanonsować swoją obecność!- na tych rejestrach nie nadają nawet gwizdki dla psów. Z krzaków wyłonił się leśny Usain Bolt, czyli nasza As na dopingu.- Suprajsa ci się zachciało?
 - Przyjęcie niespodzianka. Zamiast ciotki ze Sosnowca, Hiszpańska Inkwizycja.- pysk wilczycy, wykrzywiły się w podły uśmieszek.- Gdzie wy się podziewaliście? Nim się zorientowałam, gdzieś już zniknęliście.
- Jesteś trochę za szybka. No i po drugie Hage miał jakieś dąsy po drodze.- wytłumaczyła usłużnie Avisa ubezpieczeniowa.
- Żadne dąsy.- wymruczałem, wygrzebując się z tej wszawicy i strzepując ją z mojego ogona.- Ha! Noi właśnie! My niestety nie zapieprzamy na jakiś dragach czy innej mące. Więc wybacz nam, droga futrzasta motorówko, jednak następnym razem musisz na nas trochę poczekać.- uśmiechnąłem się, reprezentując mój „holiwodzki stile”.-  Jednak mniejsza z tym. Nie sądzicie, że powinniśmy znaleźć jakieś miejsce do spania? Położenie słońca wskazuje, że Egipskie ciemności za niedługo nadejdą, więc może tak przenocujecie w mojej jaskini, którą wynajmuje na wyłączność?- zaproponowałem grzecznie i nawet nie czekając na ich odpowiedź ruszyłem w stronę mojego „domostwa”. Chyba ta propozycja przypadła im do gustu, bo bez słowa sprzeciwu ruszyły za mną.  
 Po paru minutach byliśmy na miejscu.
- To tu!- uchachałem ryja, grzebiąc w usłych gałęziach sosny.
- Gdzie?
- No tu.- przesunąłem parę gałęzi, ukazując dziurę w ziemi. – Może to nie willa z widokiem na morze, ale za to słucha i przytulna norka.
- Chwila, chwila, chwila….- Ren przeżyła kryzys bycia.- Ta nora? Czekaj.. Jesteś wilkiem czy zającem?
 Ha. Ha. Bardzo śmieszne.- Jak wam coś nie pasuje, to droga wolna! Możecie sobie dupsko, odmrozić na tym wygwizdowie!- warknąłem i wskoczyłem do wnętrza, od razu robiąc kontrole rewiru.
 Na swoim miejscu leżały górki usypane z kości zwierząt. Koc, który zajumałem, znaczy pożyczyłem leżał ciepnięty w kąt. Na skalnych półkach stały rozłożone dzbanuszki, garnuszki z różnym zielskiem, a w kącie stała skrzynia- wszystko tak jak powinno leżało na swoim miejscu.
*Jeps*
 Po chwili do wnętrza wpadła reszta pielgrzymki.
- Oho, więc jednak przemyśleliście moją propozycję.- zadrwiłem, grzebiąc w skrzyni.- Rozgośćcie się, zróbcie sobie herbatki, nie dotykajcie czaszek itp.
- Hah, herbatki? Może jeszcze rozpalimy ognisko i upieczemy kiełbaski?   
- Dobry pomysł. Tam jest palenisko, a zapałki powinny leżeć gdzieś koło trutek na półce. Tylko będzie problem z kiełbaskami, bo to nie ten sezon i ludzi obozujących w lesie, próżno szukać.- po twarzach wilczyc, przebiegł cień szoku.
- Skąd ty to masz?- zapytała motorynka.
- No wiesz! Ludzie to śmieciarze. W lesie podczas lata można pewno znaleźć takich „skarbów”. Dobra, a teraz proszę mi nie przeszkadzać, bo mam zamiar tym razem wygrać.- poinformowałem, rozkładając pionki, a szachownicy rozłożonej na kamieniu, którą także „pożyczyłem”.
- Chwila. Mówiłeś, że masz zamiar grać z niejakim Generałem E.? Gdzie on jest?- głowa Avi, rozpoczęła tour de własna oś w poszukiwaniu mojego znajomego.
- Tak. Siedzi tu.
- G-gdzie?
- Tu. Przede mną.
- Hage. Tu nikogo nie ma.
- Ahh…- tak zawsze jest.- Chodź, nachyl się, powiem ci coś.- wilczyca przez chwile wahała się, szukając wzrokiem pomoc, jednak po chwili nachyliła głowę.- Widzę zmarłych…- wyszeptałem do ucha. Na twarzy Avi pojawiła się szpachla przerażenia i chęć szukania ośrodka zamkniętego. Zamykała i otwierała pysk, nie wiedząc zbytnio, co powiedzieć.
- Pss…. Hage. To się nazywa schizofrenia.- Ren wybuchłą podłym chichotem.
- Ahh…. Dobra Hage, olej je. Generale białe rozpoczynają!- zwróciłem się do przezroczystej sylwetki wiewiórki, która zasiadła naprzeciwko mnie.  Biały pionek został przesunięty po planszy.
- ŁAAAAAAA…!- noi zapanował chaos.- To się ruszyło! Samo!
- Nie, moja droga. Zostało przesunięte przez Generała.- warknąłem.- Ogarnij się dziewczyno, bo jeszcze urazisz go. Generał E. to był wielki wojownik i dowódca wiewiórczych sił zbrojnych!
- W- wiewiórczych sił zbrojnych?
- Tak, tak. Napawaj się tym blaskiem autorytetu, bura myszko! I nam nie przeszkadzaj. To jest bardzo ważna rozgrywka!

~Hage

 Coś wyszło.... ale złego i trochę nie z tych klocków... :'D 



piątek, 14 lutego 2014

Nowi towarzysze

           Skradałam się powoli do swojej ofiary. Sarna niebezpiecznie oddzieliła się od swojego stada. Już miałam skoczyć by wbić swoje zęby w jej kark, gdy z dala usłyszałam głośny śmiech jakiegoś wilka.
-Gdziekolwiek się nie ruszę to już ktoś musi mi przeszkadzać- fuknęłam i pobiegłam z zawrotną prędkością w stronę śmiechu. Z daleka słychać już było głosy.
-Co ty kapitan jesteś żeby "Ahoj!" mówić- zapytał męski głos śmiejąc się.
-Weź się odczep PanieKochamSwójOgon- zaśmiała się jakaś wadera
-Nie kłóćcie się bo pół lasu spłoszycie- powiedziała inna
-Właściwie tu już spłoszyli- wyszłam z krzaków i spojrzałam na nich zdecydowanie. Basior był srebrnoszary i miał długi, puszysty, szkarłatny niczym krew ogon. Wadera która nazwała go PanemKochamSwójOgon była brązowo-biała, natomiast ta druga czarna z błękitnymi symbolami. Popatrzyli się na mnie zaskoczeni.
-Spłoszyliście mi mój obiad- wyrwałam ich z otępienia.
-Pprzepraszam- wyjąkała czarna wilczyca.
-To wina Hage- pierwsza wadera zwaliła winę na basiora idącego tuż za nimi.
-No weź ! To ty nazwałaś mnie PanemKochamSwójOgon- warknął na nią.
-Ale to ty naśmiewałeś się z mojego Ahoj!- fuknęła na niego
-Spokój- krzyknęłam a ich oczy zwróciły się na mnie- Jak będziecie się kłócić to spłoszycie drugą połowę a ja jestem głodna, więc łaskawie na chwilę się uspokójcie.
-Okey, jestem Avriel- uśmiechnęła się do mnie brązowo-biała
-A ja Ren- powiedziała czarna
-Jestem Asien Nisi ale mówcie mi As- przedstawiłam się im
-W końcu ktoś prawie tak samo długie imię jak Hage !-wykrzyknęła Avriel
-Ale Hage to krótkie imię...-zdziwiłam się
-Naprawdę nazywam się Haagenti Lacum'Dei ale wszyscy mówią mi Hage, bo trudno to spamiętać
-To skoro już się poznaliśmy to pozwolicie, że pójdę zapolować- wstałam z zaspy, na której siedziałam i otrzepała swoje 3 ogony ze śniegu.
-Dlaczego ? Jak chcesz to możemy ci potowarzyszyć. W grupie będzie raźniej- uśmiechnęła się Avi.
-Jestem raczej samotnikiem, ale jeśli będziecie w miarę cicho gdy będę polować to mogę z wami pójść- powiedziałam powoli zamyślając się czy na pewne tego chcę.
-Pewnie, że będę cicho, to przecież nie takie trudne- zapewniła mnie Avriel
-Boże co ja ci zrobiłem ? Będę miał 3 baby na głowie- za żalił się dość cicho Hage ale ja to usłyszałam i natychmiast do niego podbiegłam tak szybko, że nawet nie zauważył gdy go powaliłam w zaspę śniegu.
-Tylko nie baby- fuknęłam i zaczęłam wąchać w poszukiwaniu zapachu jedzenia. Hage stał osłupiały i po chwili wygramolił się z zaspy.
-Jak to jest możliwe, że tak szybko biegasz ?-zapytał ze zdziwieniem.
-To zasługa tego kryształu, ale raczej się tym nie chwalę i tego często nie używam, bo nie wiem do czego jeszcze jest zdolny te "kamyk" - w tej chwili wyczułam zapach łosia i pobiegła wprost za nim. Reszta próbowała mnie dogonić, lecz gdy to im się udała ja już stałam obok nieżywego łosia. Zaczęłam łapczywie jeść. trzy dni bez jedzenia zrobiły swoje. Na moje nieszczęście wcześniej  znalazłam się na całkowitym skalnym pustkowiu, w którym nie było żywej duszy.

--------------------------------------------------------------

skończyłam =3 Ale moim zdaniem jest trochę nudny. Nie wiedziałam co napisać dalej więc czekam jak ktoś inny się za to zabierze xd

Asien Nisi

Jeszcze się kiedyś tak cze­kało na miłość w środ­ku zi­my
 i ser­ce tak gorące, co sto­pi wilcze winy... 

IMIĘ: Moja wataha nazwała mnie Asien ponieważ urodziłam się w dniu ku czci bogini o tym samym imieniu, a szaman, który mnie odnalazł gdy byłam nieprzytomna nazywał mnie Nisi co oznacza Jedyna i tak już zostało...
KSYWKA: As co oznacza strzała oraz skrót od Nisi - Nis
WIEK: 4 lata skończone pierwszego dnia Zimy
PŁEĆ: Płeć piękna- Wadera
CHARAKTER: As jest jak woda. Nie raz spokojna i opanowana ale wystarczy rzucić kamień by się ”wzburzyła” (właściwie to częściej jest wzburzona, w stanie spokoju rzadko ją zobaczysz. Jest inteligentną i silną osobą która potrafi dopiąć swego. Jest nie przewidywalna na dla tego wiele osób uważa ją za dziwaka. Przez swoje przeżycia stała się nie ufna, co nie znaczy że ucieka przed każdym w popłochu. Po prostu uważa na niego dopóki nie zasłuży na coś takiego jak zaufanie a co dopiero przyjaźń. Choć na pozór wydaje zimną osobą jest troskliwą i oddaną przyjaciółką. Często bywa tak, że najpierw mówi a potem myśli przez co często wpada w kłopoty które ją wręcz uwielbiają. Z łatwością potrafi doprowadzić kogoś do białej gorączki. Los obdarzył ją sprytem za co jest mu niezmiernie wdzięczna. Często bywa bardzo wredna zwłaszcza jeżeli czegoś chce. Cechuje ją upór i choć ma dobre serce do raz obranego celu dąży po trupach. Jest realistką jednak stara się podchodzić do wszystkiego bardziej optymistycznie. Trudno jej usiedzieć w jednym miejscu jednak gdy trzeba potrafi się zachować. Zawsze gdzieś biegnie w poszukiwaniu nowych przygód. Jest marzycielką, nie raz podczas rozmowy po prostu odpływa w swój własny pokręcony świat (choć na pozór wydaje ci się, że ona cię ignoruje, bo ją denerwujesz xd) Gdy raz się za coś weźmie robi to porządnie i do końca. Nie ma zbyt wielu przyjaciół ponieważ nawet Magicznym Wilkom często trudno ją zrozumieć. Nisi nie ubolewa nad tym za bardzo. Woli sama posiedzieć na łące spoglądając w gwiazdy. Nigdy nie obchodziło ją to co ludzie mówią na jej temat. Jest odważna i nie boi się wyzwań. Często podejmuje je choć są nikłe szanse, że da rade. Ma ograniczone poczucie humoru ale jakieś ma. Zawsze lepsze coś niż nic. 
HISTORIA: Urodziłam się w Watasze 4 Pór Roku dokładnie w dniu bogini zimy Asien. dzięki temu zyskałam to imię. Watasze uważano, że jestem wcieleniem tej bogini w co mi nie za bardzo chce się wierzyć ale no cóż... Na początku tylko niektórzy w to uwierzyli jednak gdy odkryłam swoją moc byli jeszcze bardziej przekonani co do tego, ponieważ zwykle miało się moc związaną z jakimś żywiołem a nie porą roku. Gdy miałam rok, niedługo po odkryciu mych mocy zaatakowała nas obca wataha. Wszyscy zginęli, mnie uratował szaman, który odnalazł mnie pół żywą w lesie. Byłam nieprzytomna 4 miesiące nie licząc krótkich parominutowych przebudzeni. Gdy skończyłam 2 lata pożegnałam się z szamanem i postanowiłam odnaleźć tamtą watahę i udało się. Gdybym wiedziała kogo tam spotkam pewnie nigdy bym nie zaczęła jej szukać. alfą tej że watahy był mój brat, który zaginął gdy miałam 3 miesiące. atak na naszą watahę by celowy ponieważ brat chciał się zemścić z jakiegoś powodu na rodzicach i na mnie. Powodu jednak mmi nie wyjawił.. Nie zdążył... bo w przypływie emocji przestałam panować nad swoją mocą i zabiłam go. Nie żałuję tego, przecież to on zabił mi rodzinę i chciał zabić mnie. Uciekłam z stamtąd po długiej wędrówce trafiłam na pewną watahę i pomimo swojego braku zaufania do obcych zapragnęłam z nimi zostać.
MAGIA: Tak jak moja patronka, bogini Asien panuję nad Zimą, czyli :
-Lodem
-Śniegiem
-Wichurami itp.
Kryształ na mojej szyi otrzymałam od szamana, który mnie uratował. Dzięki niemu potrafię naprawdę szybko biegać.

CIEKAWOSTKI:

  • Nie znam wszystkich mocy mego kryształu. Szaman powiedział mi o superszybkości a ja oprócz tego odkryłam że w wielkiej furii wydobywa się z niego ostre światło, które potęguje moje pozostałe moce.
  • Mam 3 ogony
  • Ponieważ jestem Wilkiem Zimy nie lubię Lata, jest wtedy za gorąco. Zazwyczaj chowam się wtedy w chłodnym lesie lub jaskini.
  • As (strzała) wzięło się od tego, że "biegam szybko jak strzała"
  • Szaman nazwał mnie Nisi bo byłam jedyną, która przeżyła
  • Nie wiem czy to zasługa kryształu czy może mocy Zimy ale potrafię dość długo wstrzymać oddech pod wodą
  • Mam bardzo silny umysł więc dość trudna czytać z moich myśli czy zahipnotyzować mnie
  • Powiedzmy, że mam zamiłowanie do biegania po lesie...
  • A w czasie tego biegania po lesie strzelam sb do celu soplami, więc uważajcie żeby nie dostać w głowę !
  • Jeśli kiedykolwiek dowiesz się jak ma na imię TEN Wilk nie wypowiadaj go przy mnie, bo nie ręczę za siebie !
  • Gdy kończy się Zima i śniegu nie powiedzmy, że trochę wariuję przez jego brak...
  • A jeśli odnajdę śnieg to jest jeszcze gorzej !

Edit (13.03.2014r.):
-Zmiany w charakterze
-Nowe ciekawostki

Poznanie

Zerknęłam kątem oka na wilczycę, która czmychnęła szybko, chowając się za mnie. Z trudem powstrzymałam śmiech, widząc wkurzoną minę Hage. Wilk z trudem powstrzymywał się chyba, aby nie rzucić na biedną wilczycę. Jego piękny ogonek był teraz cały pobrudzony w błocie i stracił swój dawny, złoty blask.
- Hage, wyluzuj... To się wyczyści - odparłam, z trudem powstrzymując napad śmiechu. Wilk przyjrzał się spode łba i odszedł parę metrów dalej. Następnie usiadł na śniegu, po czym zaczął najdokładniej jak tylko umiał czyścić swój ogon. Westchnęłam ciężko, przewracając oczami. W ten jednak przypomniałam sobie
o wystraszonym uciekinierze, który nadal chował się za mną. Odwróciłam się skocznie, zamiatając śnieg puchatą kitą i uśmiechnęłam się wesoło do wilczycy. Miała ona czarne futro z niebieskimi, fajnymi znakami.
- Hej, wybacz za tego idiotę... Znaczy no jego. ma bzika na punkcie swojego ogona. Sama próbowałam go złapać, ale ty mnie uprzedziłaś
- Nie wiedziałam, że ktoś tak może ubóstwiać swój ogon... - mruknęła zdziwiona i podniosła się z ziemi.
- To jest Hage - jego nie zrozumiesz. Jego pełne imię brzmi Haagenti Lacun ' Dei, ale kto by spamiętał!
- Właśnie ty je spamiętałaś... - wtrąciła się cicho, jednak ja to olałam.
- No, w każdym bądź razie... Ja jestem Avriel. W skrócie można mi mówić Avi, aby nie plątać sobie języka.
- Miło mi, ja jestem Ren.
- Super! Wreszcie poznałam kogoś bardziej normalnego! - wykrzyknęłam radośnie. - Pójdziesz z nami?
- Z wami?
- Mhm... W grupie weselej, prawda? Poza tym chyba jesteś sama... prawda?
Wilczyca przytaknęła.
- Więc sprawa załatwiona! Opowiesz nam coś więcej o sobie, a my tobie o sobie... Rany, jakie to pokręcone...
- A żebyś wiedziała... - zaśmiała się. Zamachałam wesoło kitą, podchodząc wraz z Ren do nadal czochrującego swój ogon Hage.
- Kolekcjoner czaszek, zbieramy się - zakomunikowałam pewnie. Hage przyjrzał mi się morderczo, a następnie swój wzrok przeniósł na Ren.
- Nigdzie nie idę... - burknął.
- Daj spokój! Poza tym, trzeba by się przywitać, prawda? - syknęłam, dając mu do zrozumienia, że nie jesteśmy tutaj sami, a jest jeszcze stojąca obok mnie Ren.
- Przykro mi, że wcześniej tak na ciebie wpadłam - powiedziała niebieska. - Po prostu zaskoczyłeś mnie...
- No dobra, dobra... Żebym nie wyszedł na totalnego dupka, przyjmuję przeprosiny - odchrząknął, wstając z ziemi: - Me imię brzmi...
- Haagenti Lacun ' Dei - wyprzedziła go Ren z szerokim uśmiechem.
- Hę? Skąd ty...
- Haagenti Lacun ' Dei. W skrócie Hage, tak? Mam dość dobrą pamięć do imion - zaśmiała się i puściła do mnie oczko.
- A to jest Ren - powiedziałam. - Pójdzie sobie z nami.
- Żę pójdzię? Chwila bura kito... To TY się do mnie przyplątałaś, więc nie musiMY nigdzie iść...
- Oh, Hage nie bądź taki ponury jakby ci ktoś kij w dupę wsadził!
- Ou... No uraziłaś mnie... Ja po prostu się martwię o stan mojej psychiki, gdy będą otaczać mnie dwie, rozgadane baby...
- Hm, cóż... Więc lepiej, abyś się już zaczął przyzwyczajać - poklepałam go łapą po plecach i ruszyłyśmy wraz z Ren przed siebie. W tym samym czasie dowiedziałam się o wilczycy wielu, ciekawych rzeczy. Pochodziła z Japonii i władała magią wody. Ciekawe, co by się stało, gdyby połączyć magię wody i magię elektryczności... No, koniec rozmyślań... Hage szedł na samym końcu naszej małej wycieczki i mruczał coś niezrozumiałego pod nosem. Widocznie jeszcze mu nie przeszło.
- Ej, Hage, przyśpiesz trochę bo zaraz cię zgubimy - zawołałam.
- Mi to nie grozi, nie musisz się zamartwiać - burknął sarkastycznie w odpowiedzi. Pokręciłam głową, uśmiechając się pod nosem.
- A tak w ogóle, to gdzie my idziemy? - spytała po chwili Ren.
- Przed siebie - odparłam wesoło. - Tak naprawdę, to nie mamy wyznaczonego celu. Ja z Hage poznaliśmy się praktycznie parę godzin dobrych temu, więc nie zdążyliśmy się zorganizować.
- Rozumiem...
- Możemy się gdzieś zatrzymać, nie? - mruknęłam. - Ahoj, przygodo!


~Avi

No też nie wyszło, jak chciałam... Ale wena nie wybiera :(  Kto chcę, niech dalej piszę :3

czwartek, 6 lutego 2014

Miękkie lądowanie

Szłam spokojnie przez las. Podziwiałam ośnieżone drzewa i krzaki. Maszerowałam tak ciągle. Ciągle, ciągle. Nie powiem ci ile dokładnie, bo nie wiem. Bo co innego mogę robić. Maraton... Nie chce biec, chce maszerować. A liczyć kilosów przebytych też mi się nie chce. Nie chce też spać. Dzień jeszcze trwa. Nagle tuż obok mnie upadł żołądź. Wzięłam go w łapę i rozejrzałam się. Gdzieś tu mieszka wiewiórka. Nagle zobaczyłam dziuplę, umieszczoną dość nisko. Nie byłam pewna czy to dobra dziura, ale dobra. Zajrzałam do niej i raz dwa wyjęłam głowę. Ooo nie... Skunksowi się uperfumować nie dam. Spojrzałam nieco wyżej. Jest kolejna. Zaczęłam się wspinać. Gdy byłam na górze zajrzałam do dziupli. Tak tym razem prawidłowa. W środku patrzyła na mnie wystraszona wiewióreczka. Taka sweet ruda. Wrzuciłam jej orzeszka. Już miałam schodzić z drzewa, gdy usłyszałam jakiś krzyk.
- Ej czekaj! Zostawię twój ogon!!- wrzasnął ktoś.
Może lepiej poczekać aż przebiegną pode mną. Tak dla bezpieczeństwa. Głos należał do jakieś wadery. Ale kto wie jaka jest. Może chciała temu komuś kto przed nią ucieka go uciąć. Czekałam na gałęzi i patrzyłam w dół. Ciągle nic. Ani uciekającego, ani goniącej. Nagle coś we mnie uderzyło. Co do jasnej?! Po drzewach biegają!! Jakaś nowa moda?! Spadłam z tym kimś co na mnie wpadł na gałęzi. Mój mózg wolno rozmyślał co się dzieje. Biega się teraz po drzewach?! Coś złego jest na ziemi. Jakiś potwór!? Upadłam na coś miękkiego, ale nie śnieg.
-To się nazywa miękkie lądowanie.- wyszeptałam i wtuliłam się w to coś. Było milusie i takie puszyste. Poczułam jak to coś się szarpie. Nagle z krzaków wypadła wilczyca. Zobaczyła mnie i zaczęła się śmiać. No normalnie tak się śmiała, że się w śniegu tażała. Yy... Lol.. Czy to Leśny Zakład dla Umysłowo Chorych?? A może za dużo żółtego śniegu się jadło?? Pozostawmy tę zagadkę mister profesorom.
-Nie dałeś mi ogona ktoś inny go dorwał!- wykrzyknęła dalej się śmiejąc.
Zamurowało mnie. Luknęłam do góry. Zobaczyłam złoty ogon, na którym leżałam; a nad nim basiora.. Wściekłego basiora. W dupee.. Zerwałam się i schowałam za waderą. Teraz wiem kogo się bać trzeba.
-Przepraszam bardzo za ogon.. Ale go ci za darmo uprasowałam dzięki temu... A po drzewach się raczej też nie biega.- powiedziałam dalej zerkając zza wilczycy...
Nie wiem jak to dokończyć xP i tak nie wyszło mi jak chciałam... Niech skończy to ktoś inny...

poniedziałek, 3 lutego 2014

Przez życie z Avisą ubezpieczeniową czyli Bawmy się w sezamku!

 Taak, wstąpmy do Piekieł, bo nam po drodze!
 W końcu uległem i pozwoliłem temu buremu wilczkowi paradować za mną jak smród za chłopem z obory. Powiem wam tyle, że to dziecko Hiroshimy ma pojętne płuca. Potrafiło mi trajkotać przez całą drogę i to w takim anemicznym głosem typu flegmatyka z problemem: „-Cudoownieee… paaadaa… kooocham deeeszcz… i słooońce teeeż… zjeeem ciaasteeczkoo…”. Nie przypominam sobie, żebym zamawiał radio Wolna Europa.
- … wiesz, a kiedyś widziałam białego jelenia, gdzieś tam…- a ta dalej płynęła kanoe przez meandry swojego umysłu.
 Właśnie!
- Wspominałaś, że jesteś głodna?- zaczaiłem- Może tak wypadł na jakąś sarenkę? Na łące, tuż obok jest spoko knajpa!- ucieszyłem ryja i gwałtownie skręciłem z ścieżki w busz, nie czekając na odpowiedź wadery.
 Podrałowaliśmy kilka metrów przez chaszcze, aż do mojego nosa doszedł cud zapach. Takie leśne Channel No5. Na łące, pokrytą przez śnieżny puch błąkała się małą grupka saren. Tak około trzech. Grzebały kopytami w śniegu w nadziei znalezienia czegokolwiek do jedzenia. Nie dzisiaj kochane…
- Ty idziesz z tamtej strony ja wyskoczę z tej. Bierzemy tą najbardziej wysuniętą na prawo.- poinformowałem niepoinformowaną prostym dialektem.
- Spoko.- Avisa ubezpieczeniowa zgodziła się ze mną i podreptała w wyznaczony kierunek. To samo zrobiłem ja. Przysiadłem na skraju chaszczy, lewym ślepiem śledząc towarzyszkę. Ona też przykucnęła, prężąc się do gonitwy. Kiwnięciem głowy dałem znak do startu. 
 Wypadliśmy za chaszczy tylko z taką różnicą, że ja po paru metrach gwałtownie się zatrzymałem, a tamta dalej pędziła by na końcu zakończyć żywota biednej sarenki.
- Wow! Jesteś szybka!- podbiegłem do zdobyczy, płaszcząc się przez komplementy do Avi. Nawet nie zauważyła, że zaprzestałem gonitwy. Tym lepiej dla niej, im mniej wie…
 Ej! Nie patrzcie tak na mnie! Ja to z dobroci zrobiłem! Pomogłem utrzymać jej kondychę, samoocenę, itp. Co z tego, że nie wie, że sama tego dokonała. I po drugie Oni nie dali by mi spokoju.
- Czemu nie jesz?- Avi zaczęła już delektować padliną, ja już miałem uczynić to samo, jednak nagle poczułem w głowie gwałtowny zimny ból.
~-Idioooota! Żeby tak kobietę wykorzystywać!~- w moim umyśle niczym denerwujące dzwoneczki, zarechotały nieznajome głosy. Z początku ciche nie wyraźne, jednak po chwili było dane mi usłyszeć jak mnie obrażają.
 Podniosłem łeb, rozglądając się we wszystkie strony, aż natrafiłem na Nich. Na obrzeżach lasu plątały się jakieś białe niewyraźne na śniegu masy ,z których z miejsca gdzie powinno być serce uchodził niebieski płomień.
~- Bezczelni są teraz ci mięsożercy, za mojego życia, to polowali z godnością!~
~-Prawda! Prawda!~
 Duchy. Ano właśnie Oni. Zawsze, a to zawsze muszą się wpierdzielić tam gdzie nie potrzeba! Aż mi ode chciało się jeść.
- Nie jesz?- zapytała Avi, zaniepokojona moją postępującą anerekcją.
- Nie, jakoś nie jestem głodny.- odpowiedziałem.-  Jak już skończyłaś to chodź.- w tej chwili zadziało się wiele; machnąłem moim cud ogonkiem, który nagle zmienił barwę na czyste złoto, wardera westchnęła z zachwytu, grzecznie zapytała czy może dotknąć, jednak nie czekała na moje stanowcze „nie”, tylko skoczyła by utulić mój ogon. Powtarzam MÓJ!
 W porę uchyliłem się przed nią, że aż tamta poturlała się wprost w zaspę.- Pozwolił ci ktoś!?- warknąłem, ukazując szereg kłów.
- Przepraszam, przepraszam.- stęknęła, wytrzepując tą białą wszawice z futra.- Mogę dotknąć? Mogę, mogę? Prooooszę!
- Chyba cię Bóg opuścił, a Szatan znalazł!- moje Złe Oko powinno dostać Oscara za najlepszą rolę pierwszoplanową.- Nikt, a to nikt nie ma prawa dotykać mojego skarbeńka! <3
- No zróbże wyjątek! No proszę! On jest taki śliczny!- a ta nadal upierała się przy swojej partii. Te dzisiejsze dzieci. Matka nie nauczyła co oznacza słowo „nie”?
- Nie!
- No proszę!
- Nie! Idź sprawdź czy cię nie ma po drugiej stronie lasu!- ah… te gimbusiarne teksty.  Ja i mój jad zawładniemy kiedyś połową ciasteczka. A potem całym ciasteczkiem, BUAHAHA.
- Jesteś wredny!
- Nie wredny! Tylko chronię moją cnotę!
- A wypchaj się z tą zakurzoną cnotą! Ja chce tylko chodź raz dotknąć twojego ogonka <3 – wadera z uśmiechem pedofila z powrotem naskoczyła na mnie definitywnie chcąc zgwałcić mój ogon. Na przekór jej uniknąłem tego „tulaska”, co doprowadziło do idiotycznej gonitwy w kółku.
 No Hage! Zawsze pragnąłeś, żeby kobiety za tobą szalały! W sumie ci to po połowie udało. Tylko, żeby od waliła się do twojego ogona!   
 Na grzbiecie czułem setki martwych spojrzeń, a w głowie dźwięczały mi podłe rechoty. Całe zamieszanie przywołało okolicznych, „martwych” gapiów.
 Ja pierdziuuu…. Czy to jakiś Kinopleks czy co? Za bilety się płaci!
 Znudzony i zażenowany tym wszystkim, nagle wykonałem długi skok…. Wprost w konary niskiego dębu.
- J- jak?- wybąkała zaskoczona moją gracją.
- Magia! Ku… Kurczaczki! – odpowiedziałem jadowicie i z gracją popędziłem po konarach drzew.



~Hage
 My precious! Mineee! Kha, kha…. No ten kłaczek : D 

Kolekcjonuje czaszki, chcesz?

Westchnęłam przeciągle, wpatrując się w ostre sople lodu przyczepione do gałęzi drzewa. Przekrzywiłam lekko łeb w bok, konfrontując się z własnym odbiciem w lodowym lustrze. Uśmiechnęłam się, machając wesoło puszystym ogonem. Zima była jedną z moich ulubionych por roku. Był śnieg, a krajobraz stawał się taki ładny i bajkowy. Nie rozumiem innych, którzy nie lubią tej prześlicznej pory. W końcu jest ona tylko raz w roku i trzeba to dobrze wykorzystać.
        Po chwili poczułam na swoim nosie coś zimnego, a co w mig stało się wodą. Spojrzałam się w górę, skąd na ziemię sypało się tysiące białych śnieżynek.
- Pada śnieeg, pada śnieeg... - zanuciłam, zagłębiając się po sam brzuch w zimnym puchu. Przez chwilę było mi naprawdę zimno, że aż z tego wszystkiego zaczęłam się trząść. Postanowiłam jednak nie przerywać zabawy i dla ogrzania postanowiłam skakać między zaspami. To był zdecydowanie lepszy pomysł, niż stanie w miejscu. Chociaż z tego wszystkiego zapomniałam o jednym...
        Nagle jak na zawołanie, mój żołądek wydał z siebie głośny i groźny pomruk. Skrzywiłam się z niecka, ponieważ dopiero co jadłam. Niedawno. Jakiś dzień.. temu... No, nieważne! Im szybciej zapoluje, tym szybciej zjem i powrócę do mojej normalnej jakże zabawy.
- Avi, kretynko, może byś znalazła dla odmiany jakieś nowe formy życia, a nie uganiała się za śniegiem? - mruknęłam sarkastycznie sama do siebie, truchtając żwawo przed siebie. Przytknęłam nos do ziemi, chcąc wyłapać jakiś zapach zwierzyny. Nic. Westchnęłam ciężko, nie przerywając poszukiwań. Chwila. Bingo, o to mi właśnie chodziło! Uśmiechnęłam się triumfalnie i popędziłam nowo znalezionym tropem.
        Po chwili dotarłam do niewielkiej polany, na której pasło się niewielkie stado sarenek. Oblizałam kły, kryjąc się w wysokich zaroślach. Przylgnęłam ciałem do ziemi, czekając na odpowiedni moment do ataku. Jedna z sarenek trochę za bardzo oddaliła się od swojego stada i zaczęła niebezpiecznie zbliżać wprost do mojej paszczy.
- Będzie jedzonko...będzie jedzonko... - nuciłam sobie przyjemnie. Już miałam skoczyć. Byłam gotowa, gdy nagle okolice przeszył przeraźliwy jazgot, pisk i ryk czegoś co kona w agonii. Stanęłam w pół kroku, w moje uszy drgnęły nie zbyt przyjemnie przyjmując ten... odgłos...
        Nagle na polanę wpadł wilk. Miał on szare, połyskujące futro, oraz złote oczy wokół których dało się zauważyć jasne znaki. Okej, zwróciłam również uwagę na jego mega puchaty, długi, zajefiaszczy ogon. Ale najdziwniejsze było jednak to, że on wcale nie miał zamiaru polować. Niczym baletnica w podskokach znalazł się przy szczątkach zapewne jakiegoś zwierzęcia i zaczął je z gracją okrążać.
        Zaintrygowana i zdziwiona i w ogóle sama nie wiedząc co się właśnie stało, siedziałam i tempo przypatrywałam się poczynaniom wilka. Ogoniasty podniósł dużą czaszkę i otarł ją ze śniegu. Uśmiechnął się, ukazując szereg kłów i cmoknął znaleziony przedmiot.
- Cześć skarbeczku, no chodź do wujka Hage... No chodź, będziesz mój, mój, tylko mój tak nyahah <3
- Prze...praszam? - odezwałam się niepewnie, wychodząc z krzaków. Wilk prawie, że podskoczył z wrażenia widząc mnie i o mało co nie wypuścił swojego "ukochanego" przedmiotu z łap.
- Ekhem! Witam szanowną panią! Z kim mam tę (nie)przyjemność?
- Znaczy... ja... Derika... Nie! Avriel... Tak, właśnie... A co ty robisz?
- Oh, kolekcjonuje czaszki zwierząt.
-... Czaszki?
- Owszem! Chcesz, to możesz być następna <3
- N-nieee... dzięki...
- Oh, jaka szkoda. No, ale wybacz moje maniery. Nazywam się Haagenti Lacun ' Dei.
- Haklaku-co?
- Ekhem... Haagenti Lacun ' Dei.
Powtórzył, jednak ja nadal tempo wpatrywałam się w niego wielkimi oczami, nie wiedząc czy jeszcze raz mam powtórzyć, czy siedzieć cicho, żeby go nie urazić.
- Oh! Hage po prostu!
- Aaa! Okej! - uśmiechnęłam się wesoło. - Tak prościej. No to mi możesz mówić Avi, żeby nie strzępić sobie języka.
- Miło, że dałaś mi to pozwolenie... Więc co tu robiłaś zacna psowata?
- Polowałam... Dopóki ty nie wszedłeś mi w kadr...
- Ou, śmiej mi wybaczyć, jednak dla mnie czaszki są strasznie cenne. Poza tym nienawidzę śniegu. Gdy za każdym razem muszę stąpać po tym cholernym wszastwie to dostaję białej gorączki - potarł skronie, mrucząc pod nosem coś niezrozumiałego.
- Jak nie można lubić zimy? Przecież zima jest super!
- Jak dla kogo... - mruknął, chcąc odejść. Ja jednak nie miałam zamiaru tak szybko go puszczać i od razu podążyłam za nim.
- Hej, czekaj na mnie! Mam jeszcze parę pytań! Mogę iść z tobą? Powiedz, że mogę!
- Jeśli nie będziesz trajkotać 24h, to przemyślę propozycję...


~Avriel~

No to Hage foch za zepsucie polowania teraz za karę musisz mnie znosić :D