Taak, wstąpmy do
Piekieł, bo nam po drodze!
W końcu uległem i
pozwoliłem temu buremu wilczkowi paradować za mną jak smród za chłopem z obory.
Powiem wam tyle, że to dziecko Hiroshimy ma pojętne płuca. Potrafiło mi
trajkotać przez całą drogę i to w takim anemicznym głosem typu flegmatyka z
problemem: „-Cudoownieee… paaadaa… kooocham deeeszcz… i słooońce teeeż… zjeeem
ciaasteeczkoo…”. Nie przypominam sobie, żebym zamawiał radio Wolna Europa.
- … wiesz, a kiedyś widziałam białego jelenia, gdzieś tam…- a
ta dalej płynęła kanoe przez meandry swojego umysłu.
Właśnie!
- Wspominałaś, że jesteś głodna?- zaczaiłem- Może tak wypadł
na jakąś sarenkę? Na łące, tuż obok jest spoko knajpa!- ucieszyłem ryja i
gwałtownie skręciłem z ścieżki w busz, nie czekając na odpowiedź wadery.
Podrałowaliśmy kilka
metrów przez chaszcze, aż do mojego nosa doszedł cud zapach. Takie leśne
Channel No5. Na łące, pokrytą przez śnieżny puch błąkała się małą grupka saren.
Tak około trzech. Grzebały kopytami w śniegu w nadziei znalezienia czegokolwiek
do jedzenia. Nie dzisiaj kochane…
- Ty idziesz z tamtej strony ja wyskoczę z tej. Bierzemy tą
najbardziej wysuniętą na prawo.- poinformowałem niepoinformowaną prostym
dialektem.
- Spoko.- Avisa ubezpieczeniowa zgodziła się ze mną i podreptała
w wyznaczony kierunek. To samo zrobiłem ja. Przysiadłem na skraju chaszczy,
lewym ślepiem śledząc towarzyszkę. Ona też przykucnęła, prężąc się do gonitwy.
Kiwnięciem głowy dałem znak do startu.
Wypadliśmy za
chaszczy tylko z taką różnicą, że ja po paru metrach gwałtownie się
zatrzymałem, a tamta dalej pędziła by na końcu zakończyć żywota biednej
sarenki.
- Wow! Jesteś szybka!- podbiegłem do zdobyczy, płaszcząc się
przez komplementy do Avi. Nawet nie zauważyła, że zaprzestałem gonitwy. Tym
lepiej dla niej, im mniej wie…
Ej! Nie patrzcie tak
na mnie! Ja to z dobroci zrobiłem! Pomogłem utrzymać jej kondychę, samoocenę,
itp. Co z tego, że nie wie, że sama tego dokonała. I po drugie Oni nie dali by
mi spokoju.
- Czemu nie jesz?- Avi zaczęła już delektować padliną, ja
już miałem uczynić to samo, jednak nagle poczułem w głowie gwałtowny zimny ból.
~-Idioooota! Żeby tak kobietę wykorzystywać!~- w moim umyśle
niczym denerwujące dzwoneczki, zarechotały nieznajome głosy. Z początku ciche
nie wyraźne, jednak po chwili było dane mi usłyszeć jak mnie obrażają.
Podniosłem łeb,
rozglądając się we wszystkie strony, aż natrafiłem na Nich. Na obrzeżach lasu
plątały się jakieś białe niewyraźne na śniegu masy ,z których z miejsca gdzie
powinno być serce uchodził niebieski płomień.
~- Bezczelni są teraz ci mięsożercy, za mojego życia, to
polowali z godnością!~
~-Prawda! Prawda!~
Duchy. Ano właśnie
Oni. Zawsze, a to zawsze muszą się wpierdzielić tam gdzie nie potrzeba! Aż mi
ode chciało się jeść.
- Nie jesz?- zapytała Avi, zaniepokojona moją postępującą
anerekcją.
- Nie, jakoś nie jestem głodny.- odpowiedziałem.- Jak już skończyłaś to chodź.- w tej chwili
zadziało się wiele; machnąłem moim cud ogonkiem, który nagle zmienił barwę na
czyste złoto, wardera westchnęła z zachwytu, grzecznie zapytała czy może
dotknąć, jednak nie czekała na moje stanowcze „nie”, tylko skoczyła by utulić
mój ogon. Powtarzam MÓJ!
W porę uchyliłem się
przed nią, że aż tamta poturlała się wprost w zaspę.- Pozwolił ci ktoś!?-
warknąłem, ukazując szereg kłów.
- Przepraszam, przepraszam.- stęknęła, wytrzepując tą białą
wszawice z futra.- Mogę dotknąć? Mogę, mogę? Prooooszę!
- Chyba cię Bóg opuścił, a Szatan znalazł!- moje Złe Oko
powinno dostać Oscara za najlepszą rolę pierwszoplanową.- Nikt, a to nikt nie
ma prawa dotykać mojego skarbeńka! <3
- No zróbże wyjątek! No proszę! On jest taki śliczny!- a ta
nadal upierała się przy swojej partii. Te dzisiejsze dzieci. Matka nie nauczyła
co oznacza słowo „nie”?
- Nie!
- No proszę!
- Nie! Idź sprawdź czy cię nie ma po drugiej stronie lasu!-
ah… te gimbusiarne teksty. Ja i mój jad
zawładniemy kiedyś połową ciasteczka. A potem całym ciasteczkiem, BUAHAHA.
- Jesteś wredny!
- Nie wredny! Tylko chronię moją cnotę!
- A wypchaj się z tą zakurzoną cnotą! Ja chce tylko chodź
raz dotknąć twojego ogonka <3 – wadera z uśmiechem pedofila z powrotem
naskoczyła na mnie definitywnie chcąc zgwałcić mój ogon. Na przekór jej
uniknąłem tego „tulaska”, co doprowadziło do idiotycznej gonitwy w kółku.
No Hage! Zawsze
pragnąłeś, żeby kobiety za tobą szalały! W sumie ci to po połowie udało. Tylko,
żeby od waliła się do twojego ogona!
Na grzbiecie czułem
setki martwych spojrzeń, a w głowie dźwięczały mi podłe rechoty. Całe zamieszanie
przywołało okolicznych, „martwych” gapiów.
Ja pierdziuuu…. Czy
to jakiś Kinopleks czy co? Za bilety się płaci!
Znudzony i zażenowany
tym wszystkim, nagle wykonałem długi skok…. Wprost w konary niskiego dębu.
- J- jak?- wybąkała zaskoczona moją gracją.
- Magia! Ku… Kurczaczki! – odpowiedziałem jadowicie i z
gracją popędziłem po konarach drzew.
~Hage
My precious! Mineee! Kha, kha…. No ten
kłaczek : D
No dziękuje ci bardzo :D Twa skromność powala na łopatki normalnie... a ogonka to nie dasz przytulić...pff...
OdpowiedzUsuńBo jeszcze opodatkuje za samo patrzenie na niego :D
UsuńMówisz, jakby bynajmniej było na co patrzeć xD
Usuń" wybąkała zaskoczona moją gracją"- padłam ze śmiechu
OdpowiedzUsuń