Młoda gniewna- nowo
poznana, tak szybko się pokazała i tak samo szybko znikła gdzieś za zaspami.
Nawet nie dane było nam zaczaić, w którą stronę to polazło, co ugryzło i z
którego reaktora Czarnobylskiego wylazło.
- Ejeje! Moje drogie! Poczekajcie.- przystanąłem gwałtownie,
wstrzymując ten maraton.- Dokąd my tak właściwie lecimy?
- Przypieprzyłeś w łeb, kiedy nie patrzyliśmy? Za nią, przed
siebie itp.?- warknęła bura, kłapiąc kłami.
- Spokojnie. Może nerwosolek chcesz? Snicers’a? Czy wiecie, dokładnie,
gdzie lecimy? Z naciskiem na dokładność.- westchnąłem.- No właśnie! Las
olbrzymi, wieczność za krótka.- wytłumaczyłem filozoficznie, reprezentując rozpiętość
skrzydeł, znaczy się łap.
- A może mam ci podać współrzędne geograficzne i wysokość
nad poziomem morza?- Ren zadrwiła, wymownie przykładając łapę do skroni.-
Używasz ty czasem nosa?
- Nie.- odpowiedziałem szczerze, olewając to, że tamto
zdanie było sarkastyczne.- Jak wiecie kolekcjonuje czaszki, no i nie zawsze
moja nowa zdobycz „zdążyła” się całkowicie rozłożyć. Nauczyłem się olewać
zapachy dopływające zewnątrz. Żyje tak na czuja.- a teraz pokaz uzębienia.
Zaraz oberwiesz i posypią się białe perły na posadzkę. Po twarzach wader,
przesunął się jakiś cień przerażenia, trochę współczucia i coś na wzór
obrzydzenia moją osobą.
- Fuu…- westchnęły na raz, obie.
- Ha! Ha! No nie ważne! Chodźcie, bo jestem dziś umówiony na
partyjkę szachów z szanowanym Generałem E., a on ceni sobie punktualność! –
ruszyłem truchtem przed siebie, a za mną zaskoczone wadery.
- Z kim?- zapytała Avisa.
- Z elitą!
Nagle obie ryknęły
rechotem wrednych małp, płosząc wrony, okupujące bezlistne drzewa. Ogólnie
robiąc mini burdel i przytułek dla rozumnych inaczej.
Dzień dobry! Piekło z
tej strony!
- Wredne! Wy tego nie pojmiecie! Za wysokie dla was progi!-
warknąłem.
- A wy znowu, straszycie zwierzynę…- nagle rozbrzmiał
flegmatyczny głos, dobiegając od mojej prawej. Miażdżyca żył nadeszła za szybko,
a cukier podskoczył mi do trzystu. Zakręciłem piruet i z pełną gracją wyjebałem
się w zaspę. Dziewczyny zgodnie ryknęły opętańczym rechotem.
- Mamusia nie nauczyła, że trzeba odchrząknąć by zaanonsować
swoją obecność!- na tych rejestrach nie nadają nawet gwizdki dla psów. Z krzaków
wyłonił się leśny Usain Bolt, czyli nasza As na dopingu.- Suprajsa ci się
zachciało?
- Przyjęcie
niespodzianka. Zamiast ciotki ze Sosnowca, Hiszpańska Inkwizycja.- pysk
wilczycy, wykrzywiły się w podły uśmieszek.- Gdzie wy się podziewaliście? Nim
się zorientowałam, gdzieś już zniknęliście.
- Jesteś trochę za szybka. No i po drugie Hage miał jakieś
dąsy po drodze.- wytłumaczyła usłużnie Avisa ubezpieczeniowa.
- Żadne dąsy.- wymruczałem, wygrzebując się z tej wszawicy i
strzepując ją z mojego ogona.- Ha! Noi właśnie! My niestety nie zapieprzamy na
jakiś dragach czy innej mące. Więc wybacz nam, droga futrzasta motorówko,
jednak następnym razem musisz na nas trochę poczekać.- uśmiechnąłem się,
reprezentując mój „holiwodzki stile”.- Jednak
mniejsza z tym. Nie sądzicie, że powinniśmy znaleźć jakieś miejsce do spania?
Położenie słońca wskazuje, że Egipskie ciemności za niedługo nadejdą, więc może
tak przenocujecie w mojej jaskini, którą wynajmuje na wyłączność?- zaproponowałem
grzecznie i nawet nie czekając na ich odpowiedź ruszyłem w stronę mojego „domostwa”.
Chyba ta propozycja przypadła im do gustu, bo bez słowa sprzeciwu ruszyły za
mną.
Po paru minutach
byliśmy na miejscu.
- To tu!- uchachałem ryja, grzebiąc w usłych gałęziach sosny.
- Gdzie?
- No tu.- przesunąłem parę gałęzi, ukazując dziurę w ziemi. –
Może to nie willa z widokiem na morze, ale za to słucha i przytulna norka.
- Chwila, chwila, chwila….- Ren przeżyła kryzys bycia.- Ta
nora? Czekaj.. Jesteś wilkiem czy zającem?
Ha. Ha. Bardzo
śmieszne.- Jak wam coś nie pasuje, to droga wolna! Możecie sobie dupsko,
odmrozić na tym wygwizdowie!- warknąłem i wskoczyłem do wnętrza, od razu robiąc
kontrole rewiru.
Na swoim miejscu
leżały górki usypane z kości zwierząt. Koc, który zajumałem, znaczy pożyczyłem
leżał ciepnięty w kąt. Na skalnych półkach stały rozłożone dzbanuszki,
garnuszki z różnym zielskiem, a w kącie stała skrzynia- wszystko tak jak
powinno leżało na swoim miejscu.
*Jeps*
Po chwili do wnętrza
wpadła reszta pielgrzymki.
- Oho, więc jednak przemyśleliście moją propozycję.- zadrwiłem,
grzebiąc w skrzyni.- Rozgośćcie się, zróbcie sobie herbatki, nie dotykajcie
czaszek itp.
- Hah, herbatki? Może jeszcze rozpalimy ognisko i upieczemy
kiełbaski?
- Dobry pomysł. Tam jest palenisko, a zapałki powinny leżeć
gdzieś koło trutek na półce. Tylko będzie problem z kiełbaskami, bo to nie ten
sezon i ludzi obozujących w lesie, próżno szukać.- po twarzach wilczyc, przebiegł
cień szoku.
- Skąd ty to masz?- zapytała motorynka.
- No wiesz! Ludzie to śmieciarze. W lesie podczas lata można
pewno znaleźć takich „skarbów”. Dobra, a teraz proszę mi nie przeszkadzać, bo
mam zamiar tym razem wygrać.- poinformowałem, rozkładając pionki, a szachownicy
rozłożonej na kamieniu, którą także „pożyczyłem”.
- Chwila. Mówiłeś, że masz zamiar grać z niejakim Generałem
E.? Gdzie on jest?- głowa Avi, rozpoczęła tour de własna oś w poszukiwaniu
mojego znajomego.
- Tak. Siedzi tu.
- G-gdzie?
- Tu. Przede mną.
- Hage. Tu nikogo nie ma.
- Ahh…- tak zawsze jest.- Chodź, nachyl się, powiem ci coś.-
wilczyca przez chwile wahała się, szukając wzrokiem pomoc, jednak po chwili
nachyliła głowę.- Widzę zmarłych…- wyszeptałem do ucha. Na twarzy Avi pojawiła
się szpachla przerażenia i chęć szukania ośrodka zamkniętego. Zamykała i
otwierała pysk, nie wiedząc zbytnio, co powiedzieć.
- Pss…. Hage. To się nazywa schizofrenia.- Ren wybuchłą
podłym chichotem.
- Ahh…. Dobra Hage, olej je. Generale białe rozpoczynają!- zwróciłem
się do przezroczystej sylwetki wiewiórki, która zasiadła naprzeciwko mnie. Biały pionek został przesunięty po planszy.
- ŁAAAAAAA…!- noi zapanował chaos.- To się ruszyło! Samo!
- Nie, moja droga. Zostało przesunięte przez Generała.- warknąłem.-
Ogarnij się dziewczyno, bo jeszcze urazisz go. Generał E. to był wielki
wojownik i dowódca wiewiórczych sił zbrojnych!
- W- wiewiórczych sił zbrojnych?
- Tak, tak. Napawaj się tym blaskiem autorytetu, bura
myszko! I nam nie przeszkadzaj. To jest bardzo ważna rozgrywka!
~Hage
Coś wyszło.... ale złego i trochę nie z tych klocków... :'D
Żeś się Hage popisał swoją inteligencją i gracją :D
OdpowiedzUsuńEj ja nie jestem na dragach !... no może trochę ;p Ale to nie przez to tak zapierdzielam xd
OdpowiedzUsuń