sobota, 15 lutego 2014

Na mącę i ciasteczkach. Czyli za ile, jak dużo i gdzie?

 Młoda gniewna- nowo poznana, tak szybko się pokazała i tak samo szybko znikła gdzieś za zaspami. Nawet nie dane było nam zaczaić, w którą stronę to polazło, co ugryzło i z którego reaktora Czarnobylskiego wylazło.
- Ejeje! Moje drogie! Poczekajcie.- przystanąłem gwałtownie, wstrzymując ten maraton.- Dokąd my tak właściwie lecimy?
- Przypieprzyłeś w łeb, kiedy nie patrzyliśmy? Za nią, przed siebie itp.?- warknęła bura, kłapiąc kłami.
- Spokojnie. Może nerwosolek chcesz? Snicers’a? Czy wiecie, dokładnie, gdzie lecimy? Z naciskiem na dokładność.- westchnąłem.- No właśnie! Las olbrzymi, wieczność za krótka.- wytłumaczyłem filozoficznie, reprezentując rozpiętość skrzydeł, znaczy się łap.
- A może mam ci podać współrzędne geograficzne i wysokość nad poziomem morza?- Ren zadrwiła, wymownie przykładając łapę do skroni.- Używasz ty czasem nosa?
- Nie.- odpowiedziałem szczerze, olewając to, że tamto zdanie było sarkastyczne.- Jak wiecie kolekcjonuje czaszki, no i nie zawsze moja nowa zdobycz „zdążyła” się całkowicie rozłożyć. Nauczyłem się olewać zapachy dopływające zewnątrz. Żyje tak na czuja.- a teraz pokaz uzębienia. Zaraz oberwiesz i posypią się białe perły na posadzkę. Po twarzach wader, przesunął się jakiś cień przerażenia, trochę współczucia i coś na wzór obrzydzenia moją osobą.
- Fuu…- westchnęły na raz, obie.
- Ha! Ha! No nie ważne! Chodźcie, bo jestem dziś umówiony na partyjkę szachów z szanowanym Generałem E., a on ceni sobie punktualność! – ruszyłem truchtem przed siebie, a za mną zaskoczone wadery.
- Z kim?- zapytała Avisa.
- Z elitą!
 Nagle obie ryknęły rechotem wrednych małp, płosząc wrony, okupujące bezlistne drzewa. Ogólnie robiąc mini burdel i przytułek dla rozumnych inaczej.
 Dzień dobry! Piekło z tej strony!
- Wredne! Wy tego nie pojmiecie! Za wysokie dla was progi!- warknąłem.
- A wy znowu, straszycie zwierzynę…- nagle rozbrzmiał flegmatyczny głos, dobiegając od mojej prawej. Miażdżyca żył nadeszła za szybko, a cukier podskoczył mi do trzystu. Zakręciłem piruet i z pełną gracją wyjebałem się w zaspę. Dziewczyny zgodnie ryknęły opętańczym rechotem.
- Mamusia nie nauczyła, że trzeba odchrząknąć by zaanonsować swoją obecność!- na tych rejestrach nie nadają nawet gwizdki dla psów. Z krzaków wyłonił się leśny Usain Bolt, czyli nasza As na dopingu.- Suprajsa ci się zachciało?
 - Przyjęcie niespodzianka. Zamiast ciotki ze Sosnowca, Hiszpańska Inkwizycja.- pysk wilczycy, wykrzywiły się w podły uśmieszek.- Gdzie wy się podziewaliście? Nim się zorientowałam, gdzieś już zniknęliście.
- Jesteś trochę za szybka. No i po drugie Hage miał jakieś dąsy po drodze.- wytłumaczyła usłużnie Avisa ubezpieczeniowa.
- Żadne dąsy.- wymruczałem, wygrzebując się z tej wszawicy i strzepując ją z mojego ogona.- Ha! Noi właśnie! My niestety nie zapieprzamy na jakiś dragach czy innej mące. Więc wybacz nam, droga futrzasta motorówko, jednak następnym razem musisz na nas trochę poczekać.- uśmiechnąłem się, reprezentując mój „holiwodzki stile”.-  Jednak mniejsza z tym. Nie sądzicie, że powinniśmy znaleźć jakieś miejsce do spania? Położenie słońca wskazuje, że Egipskie ciemności za niedługo nadejdą, więc może tak przenocujecie w mojej jaskini, którą wynajmuje na wyłączność?- zaproponowałem grzecznie i nawet nie czekając na ich odpowiedź ruszyłem w stronę mojego „domostwa”. Chyba ta propozycja przypadła im do gustu, bo bez słowa sprzeciwu ruszyły za mną.  
 Po paru minutach byliśmy na miejscu.
- To tu!- uchachałem ryja, grzebiąc w usłych gałęziach sosny.
- Gdzie?
- No tu.- przesunąłem parę gałęzi, ukazując dziurę w ziemi. – Może to nie willa z widokiem na morze, ale za to słucha i przytulna norka.
- Chwila, chwila, chwila….- Ren przeżyła kryzys bycia.- Ta nora? Czekaj.. Jesteś wilkiem czy zającem?
 Ha. Ha. Bardzo śmieszne.- Jak wam coś nie pasuje, to droga wolna! Możecie sobie dupsko, odmrozić na tym wygwizdowie!- warknąłem i wskoczyłem do wnętrza, od razu robiąc kontrole rewiru.
 Na swoim miejscu leżały górki usypane z kości zwierząt. Koc, który zajumałem, znaczy pożyczyłem leżał ciepnięty w kąt. Na skalnych półkach stały rozłożone dzbanuszki, garnuszki z różnym zielskiem, a w kącie stała skrzynia- wszystko tak jak powinno leżało na swoim miejscu.
*Jeps*
 Po chwili do wnętrza wpadła reszta pielgrzymki.
- Oho, więc jednak przemyśleliście moją propozycję.- zadrwiłem, grzebiąc w skrzyni.- Rozgośćcie się, zróbcie sobie herbatki, nie dotykajcie czaszek itp.
- Hah, herbatki? Może jeszcze rozpalimy ognisko i upieczemy kiełbaski?   
- Dobry pomysł. Tam jest palenisko, a zapałki powinny leżeć gdzieś koło trutek na półce. Tylko będzie problem z kiełbaskami, bo to nie ten sezon i ludzi obozujących w lesie, próżno szukać.- po twarzach wilczyc, przebiegł cień szoku.
- Skąd ty to masz?- zapytała motorynka.
- No wiesz! Ludzie to śmieciarze. W lesie podczas lata można pewno znaleźć takich „skarbów”. Dobra, a teraz proszę mi nie przeszkadzać, bo mam zamiar tym razem wygrać.- poinformowałem, rozkładając pionki, a szachownicy rozłożonej na kamieniu, którą także „pożyczyłem”.
- Chwila. Mówiłeś, że masz zamiar grać z niejakim Generałem E.? Gdzie on jest?- głowa Avi, rozpoczęła tour de własna oś w poszukiwaniu mojego znajomego.
- Tak. Siedzi tu.
- G-gdzie?
- Tu. Przede mną.
- Hage. Tu nikogo nie ma.
- Ahh…- tak zawsze jest.- Chodź, nachyl się, powiem ci coś.- wilczyca przez chwile wahała się, szukając wzrokiem pomoc, jednak po chwili nachyliła głowę.- Widzę zmarłych…- wyszeptałem do ucha. Na twarzy Avi pojawiła się szpachla przerażenia i chęć szukania ośrodka zamkniętego. Zamykała i otwierała pysk, nie wiedząc zbytnio, co powiedzieć.
- Pss…. Hage. To się nazywa schizofrenia.- Ren wybuchłą podłym chichotem.
- Ahh…. Dobra Hage, olej je. Generale białe rozpoczynają!- zwróciłem się do przezroczystej sylwetki wiewiórki, która zasiadła naprzeciwko mnie.  Biały pionek został przesunięty po planszy.
- ŁAAAAAAA…!- noi zapanował chaos.- To się ruszyło! Samo!
- Nie, moja droga. Zostało przesunięte przez Generała.- warknąłem.- Ogarnij się dziewczyno, bo jeszcze urazisz go. Generał E. to był wielki wojownik i dowódca wiewiórczych sił zbrojnych!
- W- wiewiórczych sił zbrojnych?
- Tak, tak. Napawaj się tym blaskiem autorytetu, bura myszko! I nam nie przeszkadzaj. To jest bardzo ważna rozgrywka!

~Hage

 Coś wyszło.... ale złego i trochę nie z tych klocków... :'D 



2 komentarze:

  1. Żeś się Hage popisał swoją inteligencją i gracją :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Ej ja nie jestem na dragach !... no może trochę ;p Ale to nie przez to tak zapierdzielam xd

    OdpowiedzUsuń